Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Pamiętnik | Tytułem wstępu
RSS
piątek, 21 lipca 2017
hamak i hildegarda

położyłam się z bólem brzucha (raczej jelit? w medycynie chińskiej wiąże się to ze stresem, bólem, tam się umiejscawiają te sprawy, psychosomatyka) wstałam z dużym osłabieniem. To tak jakby się serce przesunęło do żołądka. biło zresztą jak oszalałe. gdy wstałam.

w mieszkaniu sajgon bo wczoraj nie ruszyłam ręką ani nogą tylko leżałam pod wieczór,od 19.00 a o 22 napisałam notkę na blogu.

 

hamak. hamak to jest zawsze dobry pomysł na różne osłabienia. kładziesz się. bujasz. patrzysz na balkon powyżej, scianę, przestrzeń zakrytą ziołami w doniczkach. przyleci trzmiel.. bujanie się cofa do okres prenatalnego i tuż po urodzeniu, jeśli cię nosił ktoś czule, i bujał w ramionach..

to po prostu uspokaja. i jest to jeden ze sposobów, żeby wywlec coś  co w sumie trudno określić. zazwyczaj jakiś ból tęksnote frustrację a pod spodem i złość ale tak bardzo pod spodem że jej w ogóle nie widac. taki wilk w przebraniu owcy.

więc to bujanie pomaga.. a dziś było tak, że położyłam się, i słyszę przeraźliwy płacz dziecka, z jakiegoś mieszkania, i myślę czemu = czemu nikt tego dziecka nie przytula , płacze i płacze.. i dopiero mi się zapaliła lampka , jak mi się udzieliło, tzn jak się sobie sama pozwoliłam na łzy, że powinnam się przytulić , samą siebie, na tym hamaku, i pożądnie sobie popłakać..

bo do cholery, to jest takie oj.. ja i tak mam życie pełne wyzwań po brzegi. aż się ulewa, co chwila.

mam pracę i dzieci małe, i rozwód w trakcie, i teraz jeszcze to .. to .. hmm, zakochanie? jakieś szaleństwo. nawet nie zakochanie, tylko  takie dziwne przeczucie początku jakiegoś związku, ale nie wiadomo jakiego, co z niego wyniknie.. a chciałoby się żeby wynikło dobrze. ma się jakieś pragnienia i oczekiwania. ale nie. to nie jest i nie będzie łatwe.

jak zwykle - przeszkód co nie miara.

 

a może nie , może po po prostu chodzi o te jakieś wyobrażenia, jakieś pragnienia, które były stłumione tak długo. pragnienia po prostu, kobiece.

pragienie bycia kochaną, pragnienie dzielenia z kimś zycia tak na serio,

żeby się po równo rozkładał ciężar odpowiedzialności obowiazków .. i radości..

pragnienie sensownego związku nareszcie, bez toksyczności, bez uzależnień, bez szaleństw, takie po prostu najzwyczajniejszego na świecie nudnego, harmonijnego , poukładanego.. żeby można było wzrastać a nie rozmieniać się na drobne

więc dopiero jak usłyszałam płacz tego dziecka, który było znakiem.. (no zwyczajnie, ja wszędzie wokół siebie mam zawsze znaki, ale jakoś ogłuchłam na nie ostatnio)

zresztą każdy ma , tylko trzeba patrzeć i słuchać

więc jak usłyszałam ten płacz, to poczułam ooj, poczułam, że po prostu potrzeba mi takiego zdrowego płaczu.. ale niestety, jest prawie 9.. zaraz przyjdą cudze dzieci i zacznie się praca..

więc po raz kolejny i kolejny, trzeba czekać

czekanie jest dobre

 i nie jest dobre

zależy jak długo trwa

jak za długo, to jest stagnacja.

nie można tkwić w stagnacji. nawet jeżeli wydaje się że w pewnych dziedzinach nas samych jest postęp, to jeśli w innych jest

stagnacja nuda frustracja i nicość i czekanie

to cóż.. człowiek jest całością..

więc dobrze mu nie jest

czyli jest mu źle

 

ale.. jak nie można płakać to można śpiewać... choć czasem nie można

bo ten supeł z serca w żołądku trochę może przeszkadzać

ale znów można włączyć muzykę. muzyka sięga głęboko. mi się zachciało Hildegardy z Bingen.

jesteśmy na półkoloniach które akurat prowadzę w tematach średniowiecznych, wiec.. Hildegarda. wspaniała muzyka.

kobieta, którą tak do mnie przemawia, że coś jest na rzeczy. czuję, że sama byłam kiedyś taką kobieta, taką mniszką, zaczytaną w księgach, leczącą ludzi ziołami, taką totalnie dla innych, oderwaną od świata..

to się kurczę musiało zdarzyć nie jeden raz, bo strassznie dużo tego w sobie mam\

samotności i ochoty odcinania się od ludzi, niezalezności i jednocześnie pokory .. no bycia mniszką.. poświęcania się

ale inna cześc domaga się w tym zyciu bardzo. dojścia do głosu

kobieta, taka z krwi i kości.

taką w tym życiu strasznie jestem, bardzo zmysłową, bardzo bardzo cielesną

 

 

 

 

 

niedziela, 16 lipca 2017
klęska wakacyjna i jak w związku z tym dowiedziałam się że jestem niewdzięcznym brudasem, co może nawet być prawdą

powróciłam z kilku dni wakacji... Ale czy były to wakacje? I tak i nie. OStatecznie okazało się że nie.

Starałam się odpocząć , ale to było chyba z góry skazane na niepowodzenie. To jak pojechanie na wakacje z teściową której naprawdę sie nie lubi..

Ale zacznijmy od samego samiutkiego początku. Jest późno, ale to jedynie w tej chwili miejsce gdzie mogę sobie ulżyć emocjonalnie. Zrobiłam już kilka rozkładów Tarota, posłuchałam kilka wróżb, podjęłam decyzje... ale emocje to sprawa inna.

Otóż - mam brata . Bardzo go kocham, ale jesteśmy z innych światów. Trochę tak jak nasi rodzice, i nie mam pojęcia jak to się stało że zostali razem. Mój brat uwielbia świetne zycie, pieniądze, luksus, ma łodki, samochody, garnitury, mieszkanie, domek nad jeziorem.. dwoje dzieci i żonę która nie pracuje... Ale ma o sobie wysokie mniemanie. Zawozi dzieci do szkoły. Ma dużo czasu. I kocha odpicowane mieszkanie i ten domem nad jeziorem również, który jest pomniejszeniem ich mieszkania.

Ja .. nie dbam za bardzo o to, czy dziecko ma na nogach dwie inne skarpetki - skoro takie sobie znalazło, a ucze samodzielności i cenię to nawet juz u dwulatka. Pozwalam dzieciom na wiele, pozwalam im być brudnym i bałaganić w pokoju. Sprzątam.. raz w tygodniu, porządkuję codziennie, lustra i okna raz dwa razy na rok.. Sprzątam podłogi szafki gary prania..

Inne rzeczy muszą pozostać takie jakie są.

Bo poza tym - pracuję w domu na full etat, jednoczesnie wychowuję i edukuję jeszcze dośc małe dzieci,

i robię wiele rzeczy charytatywnie - spotykam się z ludźmi, zakladam grupy pomocowe, tłumaczę rzeczy za friko dla szerzenia idei lepszego świata.. No, tak mam, bo uważam, że ktoś naprawiać swiat powinien, i jest to wazniejsze od dokładnie odpicowanego codziennie mieszkania. Uważam nawet że jak nie jest sterylnie to siędzieci lepiej chowają.. I jakoś moje nie chorują w ogóle.

Ale do rzeczy -- wróciłam dziś z wyjazdu nad jezioro. Tak, właśnie do tego domku mojego brata i jego zony. Do pięknego domku, wszystko w kolorach niebieskim i białym -- (tak tak, te brudzą się najbardziej)

Gdzie większą częśc czasu spędziłam w stresie na ile mój dwulatek i dziewięciolatek pobrudzą biały dywan, białą kanapę i fotele, oraz szarutki poduszki na krzesła, czy czegoś nie zbiją i nie zepsują..

Oczywiście pobrudzili. Naśmiecili. A ja wydawało mi się potem dośc dokładnie sprzątnęłam po nich i po nas wszystkich - ale -- nie było mamy, która podpowiadałaby (jak rok temu) -- jeszcze odkurzmy, bo ona (synowa jej) by tego chciała.. jeszcze zmyjmy okna, bo ona by tego chciała..

W związku z nieobecnością mojej mamy, cóż, pewnych rzeczy nie zrobiłam.. choć myślałam o nich, ale się rozmyło, były dzieci, mycie usypianie, sprzątanie gary, pakowanie, a potem nad ranem o 8.00 przybyli już właściciele domku -- i czułam się nijako choc wtedy właśnie zapalały mi się żarówki -- kurcze - nie odkurzyłam (żarówka mamy "a ona by tego chciała") , nie umyłam szyby.. itd

ale wstyd mi było i w ogóle dziwacznie - powiedzieć poczekajcie - ja jeszcze umyję to okno wam, bo nie wpadłam na to wczesniej, albo nie miałam jak..

Może powinnam byla to zrobić.. Nie wiem. Wiem, że jakby do mnie ktoś przyjechał, to w ogóle nie oczekiwałabym żeby mi jakoś maksymalnie odpicował mieszkanie, nawet głupio by mi było. Jakby zaczał odkurzać itd

Prawda jest jednak też taka, że ja po prostu mam inne standardy. Cóż, trzeba tu pewnie jasno powiedzieć że jestem pewnie brudasem. W końcu u siebie w domu , mówię otwartym tekstem , odkurzam tylko raz w weeekend, dokładnie całe mieszkanie, podnosząc wszystko , odsuwają c, wywlekając itd. I myję wszystkie podłogi szafki itd...

Ale RAZ W TYGODNIU . Codziennie, i owszem, zamiatam zmiotką w kuchni.

Choć == oczywiście moja matka myła podłogę w kuchni codziennie, i myła wszystko w kuchni codziennie, i nigdy nie zostawiała garów, a ja czasem to robię.. A jak gotuję to nie mogę jednocześnie zmywać wiec mam sajgon..moja matka w moim dzieciństwie sprzątała CIĄGLE  i potem na terapii swojej usłyszałam inne kobiety współuzależnione, jak mówią że one też ciągle sprzątają, bo.. ot ich uspokaja jak mąż śpi po alkoholu, i mają poczucie kontroli nad czymś.. Hmm, no to jakbym widziała swoją mamę. Ale to na mnie w postaci walniętej współuzależnionej co sprząta ciagle, nie przeszło. Nie - jak miałam inne schizy, ale sprzątanie NIE NAWIDZę i oczywiście kojarzy mi się z dzieciństwem czarnym, moją matką, moim ojcem który wtedy akurat te kilka lat pił dużo i zawalał różne rzeczy np.. moje dobre dzieciństwo . I nienawidziłam tej matki sprzątającej kibel do picu, i te wielogodzinne prasowania do których mnie zaganiała i zmuszała. Dziś NIENAWIDZĘ PRASOWANIA do tego stopnia, że .. w ogóle nie prasuję. Nie trzymam w domu nawet ubrań które by trzeba prasować. Acha, i pamiętam jeszcze inny aspekt - ojca który wyśmiewał się z matki, że "taka porządna" i ciągle sprząta, żeby teściowa nie narzekała (teściowa była w tym samym domu i wszystko podlgądała i komentowała , to fakt). I pamiętam ojca, który był bałaganiarzem , i matkę, która twierdziła że ja jestem bałaganiara - po nim.. Hmm.. Coś w tym jest. W TYM WSZYSTKIM , CHOLERA.

Taka jestem - nieporządna zapewne. Mam też wielka bibliotekę która zapewne strasznie zbiera kurz, i mam stosy papierów na biurku , i książki prawie wszędzie, np na parapecie w stosach.. I sprzątam to raz na miesiac..

I ? No więc wedle pewnych standardów jestem brudasem i niewdzięcznikiem, bo ktoś -- mój brat i jego żona - zaprosił mnie ZA DARMO  do swojego domku na wakacje, 4 dni , a ja nie posprzątałam po sobie tak jak oni chcieli.

Jak weszłam jednak, i teraz , i rok temu już miałam te lampki bardzo ostre! ups ! to nie twoja przestrzeń, tu jest zbyt luksusowo, zbyt odpicowane. zbyt zbyt.. tv (której nie mam nawert w swoim normalnym mieszkaniu) , sprzet hifi, zmywarka pralka.. wszystkie piękne sprzęty i meble! To nie jest domek letni w twoim stylu ,t onie przejdzie próby! No i jeszcze coś nie tak było z otoczeniem.. Poza stresem w domku był stres otoczenia. Te kleszcze które łapie się wszędzie, stres przy wejściu do lasu, którego nie mam przy chodzeniu po łąkach na Podlasiu albo w okolicach Otwocka.. Paranoiczny jakiś..

I tym razem również były kleszcze, jeden nawet u dwulatka..

Więc te lampki -- Po co tu przyjechałaś? zapalały mi się co chwila..

Gdy dzieci brudziły, gdy nie wiedziałam czy lepiej myć ręcznie, czy właczyć zmywarkę (i nie daj boże coś zepsuć)

..

Anyway, .. skonczyło się wszystko awanturą - smsem - były chmury burzowe wcześniej i jakieś obrażone spojrzenia, ale chyba się nie domy śliłam ,.. a sms był bardzo klarowny potem. I poszło mi w pięty jak dostałam go od zony brata.

Taaaak, po całości. Poczułam się niewdzięcznicą, brudasem i nieudacznikiem..

Hmm.. fakt, na brata zawsze można liczyć , pomagał mi tysiąc razy.. Przy samochodzie, przy innych męskich rzeczach.

Czy ja mu pomagałam? Mniej było tych okazji. I owszem, gdy poprosil o radę nt dzieci - zawsze ją otrzymał, gdy trzeba było gdzieś dzieci jego pobawić, też zawsze byłam. Dobrze dogaduję sie z ich dziećmi (jak z wszystkimi). Ale to tez taki zgryz, bo mam wrażenie, że oni odczuwają to jako krytykę, albo że się wymądrzam, gdy coś mówię, jak dziś nt zdrowia, czy uczenia dzieci pisania i czytania..Niepotrzebnie się odzywam, i tak zrobią po swojemu, a efekty będą jakie będą. Suma sumarum, mój brat miał mnóstwo okazji, aranżowanych przez moich rodziców - do pomagania mi, gdy wpadałam w tarapaty ze swoim samochodem, albo swoimi mężami..

Zresztą moi rodzice , nazbyt silnie tu działają Np sami zwracają się do niego o coś, bez mojej wiedzy..(i to jest moje postanowienie WIELKIEJ ZMIANY I UNIEZALEŻNIENIA SIĘ OD TEGO CHOREGU UKŁADU),

Pytanie teraz też inne - czy całkowicie zerwać kontakty? Przyjeżdzać do rodziców w inne dni? nie bywać u nich? Nie zapraszać do siebie ? PRzeprosiłam smsowo, i wyraziłam żal że nie powiedziano mi tego otwarcie.. Ale czy t było wykonalne? PEwnie nie.

Na pewno nigdy nie pojadę już do tego domku, ani pewnie do nich do domu.. Jakoś chyba nie będzie to wykonalne po tym co się stało. A może dobrze że się tak stało, bo moje podejście do zycia i priorytety jest radykalnie inne.

Nie luksusy, konsumpcjonizm, medycyna konwencjonalna , szkoła prywatna itd tylko

alternatywa na całej linii, zycie minimalistyczne , i oszczędzanie energii z picowania mieszkania na pomoc innym ludziom, jakieś idealistyczne projekty,a na dzieci moje, na pracę po prostu.

Ale jest mi też zwyczajnie przykro , że mi sie te lampki za późno zapaliły, bo ja mogłam odwalić tę robotę, zamiast .. hmm co ja robiłam tego wieczora ? pisałam opowiadanie na konkurs i ankiety i próbne konsultacje dla swojej działalnosci czyli.. pracowałam na wakacjach..

mogłam posprzątać cholera - mogłam posprzątać nawet bardziej niż to robię w domu. I właściwie żałuję że tego nie zrobiłam. Ale może dzięki temu co się stało - stuknęło mnie zdrowo w mózgownicę, żeby nie dac się już nigdy wkręcić rodzicom ( to zawsze był ich pomysł nie mój) by pojechać tam na wakacje darmowe z dziećmi..

NIGDY W ZYCIU NEVER to nie moja idea wakacji

w wakacje się nie sprząta. w wakacje mam być natura wieś proste życie żadnej cywilizacji

i brud moze też być i nie mycie się i proste żarcie bez lodówki może tez być

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 04 czerwca 2017
Rodzina alkoholowa a dzieci

 

PRezentacja na temat dzieci DDA, rodzin alkoholowych oraz szablonów zachowania jakie występują u dzieci.

 

środa, 31 maja 2017
Optymistyczny cytat 2

Zdjęcie użytkownika Rosliny Z Toskanii.

Codependency - co myślą o toksycznych układach obcokrajowcy

I read the article. but I think the real codependency is when one person in a relashionship is addicted to sth like drugs or alcohol, and the other is addicted to helping that person out in his/her addiction (to let go of it).
in that case to get free , to let go of codependency is not possible AT ALL unless one of them or both follow the long painful and serious addiction-codependency therapy

Uważam, że prawdziwy związek wzajemnego uzależnienia powstaje gdy jedna osoba w relacji jest uzależniona od czegoś a druga współuzależniona czyli pomagająca tamtej wyjść ze wspóluzależnienia (co w praktyce nie działa)

W tym przypadku aby się uwolnić od takiego związku , jedna z osób albo obie powinny się poddac terapii klasycznej albo alternatywnej.

Samo się nie zrobi.

article

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
O autorze