Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Pamiętnik | Tytułem wstępu
RSS
niedziela, 27 czerwca 2010
o cyklach i o emocjonalnych wampirach

moje współuzależnienie ma się ciągle nadspodziewanie dobrze :(

daję się czasami wkręcać w te cykle. o jakich cyklach mówię? hmmm, nie chcę tu mówić o swoim partnerze, ponadto nie wiadomo czy jest od czegokolwiek uzależniony czy nie, ale często zachowuje się agresywnie oraz odczuwa frustrację gdy brak mu najprostszego sposobu rozładowywania uczuć i frustracji jakim jest jakaś używka, np alkohol

mówi się o cyklach przemocy i o cyklach alkoholowych:

jest dobrze jakiś czas -> napięcie zaczyna rosnąć, frustracja coraz większa -> jest potrzeba rozładowania jakoś frustracji - > głód alkoholowy albo potrzeba wyżycia się, "wyrzygania" swoich uczuć na kimś albo seksu -> szuka się starcia , konfrontacji, pretekstu do picia albo do wyżycia się , wyładowania na kimś -> dochodzi do konfrontacji - > napięcie znów opada --> jest dobrze przez jakiś czas

my żyjemy w takich cyklach tygodniowych. do tego dochodzi oczywiście naturalny cykl tygodnia, gdy pod jego koniec każdy jest zmęczony pracą i pragnie odpocząć a trudno przy małym dziecku..

trudno przerwać taki cykl. ale udaje się gdy jest się go świadomym. my jesteśmy. ja jestem a jednak nie zawsze udaje mi się wywikłać się z konfrontacji. wchodzę w nią. bezsensownie bo to nie jest żadna dyskusja konstruktywna. suksesem jest jednak często to , że zapala mi się w trakcie jakaś lampka i mówię -- słuchaj, to nie jest dyskusja tylko prztykanie się, idź odreaguj sobie inaczej, nie nas mnie. mam wtedy takie poczucie sukcesu i poczucie że nie zostałam emocjonalnie zdeptana, zdołowana, że moje poczucie wartości nie ucierpiało . i o to w sumie chodzi. bo takich emocjonalnych wampirów jest mnóstwo dookoła nas, to się nie ogranicza do związkół romantycznych

wtorek, 08 czerwca 2010
lęk przed odrzuceniem i samotność

i jeszcze jedno zwycięstwo :)

lubię być sama ze sobą. lubię, nie myślę o tym że czuję się samotna. bo się nie czuję

jak wiadomo współuzależnienie mają ogromną potrzebę przebywania w obecności innych osób, ich poczucie bezpieczeństwa jest zachwiane. poza tym jest ten ciągły lęk przed odrzuceniem i to nie tylko w przypadku związków romantycznych ale jakichkolwiek

ja pamiętam mój absurdalny lęk (realny byłby na miejscu ale mój był paniczny) przed zwolnieniem z pracy, lęk przed odrzuceniem przez znajomych, brakiem przynależności do jakiejś grupy, lęk przed krytyką itd itp...

dziś jest lepiej. radzę sobie. odkrywam uroki bycia sam na sam z sobą. odkrywam na nowo swoje pasje. poza tym potrafię już wyobrazić sytuację gdy wychowuję sama moje dziecko. że jestem tzw samotną matką... potrafię sobie to wyobrazić, przyjąć nie odczuwam bicia serca przyspieszonego, nie pocę się, nie drżę spazmatycznie i nie histeryzuję na samą myśl o tym że tak może ale nie musi kiedyś być...

 

dalsza walka ze współuzależnieniem

ostatnio byłam pod wrażeniem jak długo i wytrwale potrafię robić rzeczy, których wcześniej robić nie lubiłam lub twierdziłam że nie mam na nie czasu

mówię o sprzątaniu własnych starych gratów, o zajmowaniu się swoją przeszłością. o porządkowaniu jej. oraz o porządkowaniu sfer takich jak praca...

w ostatni weekend długi, czerwcowy, pojechałam do domu rodziców, gdzie na małym strychu przygotowałam sobie warsztat pracy - pracuję z małymi dziećmi, uczę ich języka obcego. niezbędna jest mi więc duża ilość tzw propsów czyli różnych zabawek gier gadżetów... zebrało się tego cały sttych. zawsze potrzebowałam ponad pół godziny by przygotować się do zajęć.

chcę by zajmowało mi to 10 minut. uda się bo teraz mam wszystko posegregowane tematycznie, nalepione plakietki, wszystko ma stałe miejsce, dostęp do pudeł i szuflad jest łatwy. super! czemu wcześniej na to nie wpadłam?

może dlatego, że właśnie moja energia skupiała się na porządkowaniu życia innych osób? moich rodziców, partnera, dziecka, znajomych....

jak dobrze skierować tę odzyskaną energię ku sobie. to daje takie cudowne poczucie własnej mocy, pełni możliwości :)

 

wtorek, 25 maja 2010
Plac Zbawiciela czyli zbawić możemy się tylko sami

obejrzałam film Plac Zbawiciela państwa Krauze.

historia jest oczywiście wielowymiarowa, pokazuje wiele aspektów życia rodziny, ale zgodz¶ę się z poniższą recenzją, dla mnie to patologia a nie normalność polskich rodzin

i widzę tam przede wszystkim szaleńczo niskie poczucie wartości Beaty, jej kompleksy i nieumiejętność radzenia sobie w życiu

zupełnie jakby miała jakieś zaburzenie osobowości typu osobowość zależna,

bo tak ulegać presji innych, tak nieradzić sobie z agresją najbliższych to JEST PATOLOGIA

ale nie dziwię się jej próbie samobójstwa i temu jak adgrywała się na dzieciach

tłumioną agresję jakoś trzxeba odreagować

ona robiła to w najgorszy możliwy sposób

w Polsce to nie jest norma , tylko normą jest nieufność albo nieznajomość zasad asertywnej obrony i częste uleganie agresji albo jej nieuświadomione stosowanie

oczywiście nie każdy popełnia samobójstwo

ale statystyki mówią że przemoc domowa to duży prolem

ten film też to uświadamia...

recenzja

11:36, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Komentarze (2) »
1 ... 11 , 12
 
O autorze