Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Pamiętnik | Tytułem wstępu
RSS
sobota, 29 lipca 2017
Misja życia i wizja

 

nie ma przypadków

każda chwila życia coś niesie

 

ja miałam ostatnio kilka refleksji na temat swojego zycia, celów życiowych misji i silnych stron

otóż.. zdecydowanie każdy przychodzi z jedyną w swoim rodzaju misją życiową.

nawet jeśli inspirujemy się życiem innych, uwielbiamy jakichś guru czy autorytety, to powinno być chwilowe

potem trzeba zebrać to co nam pasuje, złożyć to jedną całość, jedną tylko nam znaną łamigłówkę i stworzyć SIEBIE

i z tej pozycji działać

lubię słuchać Tsariona i PAssio, są bardzo konkretni i lubią filozoficzne stare dobre metody działania

apofatyczny ogląd świata na przykład - czyli przez negację

i zgodnie z tym :

NIE nie NIE :

-- nie , nie jestem żadną wiedźmą, w sensie takim, że nie zamierzam otwierać żadnej akademii nauczania ezoterycznego, ani wróżyć z kart czy wahadełkiem .. nie swiadczę takic usłóg, nie jestem też numerologiem.. 

- nie interesuje mnie dogłębnie cały świat alternatywny z jego dokladnymi niuansami, poziomami i niestety niesnaskami..

- nie interesują mnie też bieżące wydarzenia na świecie i poza nim...

- nie jestem singlem, młodą dziewczyną, wolną bez zobowiązań, której wszystko jedno co, nie jestem badaczem pochylonym nad księgami, zakonnikiem, zakonnicą, eremita. nie = tym byłam w poprzednich życiach, w tym mam skupić się na ludziach, mam być jawna, mam działać dla ludzi, a uświadamiać ich tylko na tyle na ile to sensowne, nie porywać się z motyką na słońce,

działać przez serce, bardziej niż umysł -- mój umysł, moja inteligencja są bardzo silne, bardzo silnie to czuję, to zawsze w moich życiach było najsilniejsze, ale teraz hmm teraz mam działać PRZEDE WSZYSTKIM SERCEM bo idę do kobiet i dzieci

 

moja droga :

- jestem wiedźmą w sensie prawdziwej kobiety, która wie, w sensie Clarissy Estes - Biegnącej  z wilkami,

- jestem kobieta wilkiem, kobieta dziką, kobieta która poznała swoją kobiecość, relacje dobre i złe  , i macierzyństwo

- jestem kobietą, która tworzy kręgi kobiet nieformalne, bez tworzenia z tego biznesu, która pomaga tym, które utknęły w toksycznych relacjach, po prostu dlatego że ja mam to już za sobą, znam to, mogę pomóc, musze pomóc bo taką mam karmę, tak mam zapisane w numerologii

- tak, studiuję i znam wszystko co dotyczy ezoteryki, astroteologii, numerologii, okultyzmu, ale robię to by poznać świat i dowiedzieć się czegoś o ludziach którzy są wokół mnie, albo którym mam pomóc, to jest zreszta podstawowa wiedza o świecie

- wiem, że wszystko składa się z primo - obrazów , secundo - słów, nalezy więc zgłębiać wyżej wspomnianą wiedzę, aby rozwijać się duchowo i być swiadomym co się dzieje na tym świecie

- mam wiele wiele talentów, zgromadziło się ich dużo przez wszystkie wcielenia, miałam ich dużo, jestem numerologiczną dziewiątką,

wiele widziałam, coraz więcej mi sie przypomina, temu sluzy mi też astroteologia, karty i in.. poznaniu siebie

jestem bardzo dobra w słowach i obrazach czyli:

- czuję sztukę, wyrażam się przez nią - ale to jest narzędzie poznania siebie, kobiety wilczycy, i odreagowania

- czuję muzykę jw

- czuję obrazy w sensie - ezoterycznym - wszędzie wokół są obrazy - coraz lepiej do mnie mówią (filmy, obrazy, reklamy, logo,)

są też zagrożeniem, dlaczego o nich uczę

- czuję słowa -- wiec piszę teksty, książki, blogi  - jestem bardzo dobrym pisarzem

- czuję słowa więc - tłumaczę - jestem bardzo dobrym tłumaczem

- czuję słowa wiec -- znam jezyki obce - jestem bardzo dobrym nauczycielem języków obcych

- czuję obrazy i słowa wiec - uczę zajęć kreatywnych

 

moja misja to ci, którzy są przyszłością, albo są na podobnej do mojej drodze

nie przyszłam do mężczyzn, nie przyszłam do rodzin, nie przyszłam do zaślepionych konsupcjonizmem, nie przyszłam do tych co widzą tylko ten świat i negują wszystko

PRZYSZŁAM DO DZIECI

PRZYSZŁAM DO KOBIET,

dzieci - bo są przyszłoscia świata - bo nikt nie chce ich naprawdę dobrze wychowaywac i widzieć w nich potencjał

kobiety - bo sa zaniedbane, bo te które mnóstwo przeszły , te z toksycznych relacji są najbogatsze w doświadczenia, i najmniej zwrócone ku światu i konsumcjonizmowi, im bajbardziej warto pomóc

przez dzieci i kobiety, można nauczać o zdrowiu w wielu aspektach

.........................................PODSUMOWUJĄĆ ....................................................................................

1

KOBIETY

- WYJŚĆ Z TOKSYCZNEJ RELACJI

-DZIECI W TOKSYCZNEJ RELACJI

 

2

DZIECI

- POTENCJAŁ DZIECI

- DZIECI ZABURZONE

 

3

ZDROWIE

- PIĘĆ PRZEMIAN

-TOTALNA BIOLOGIA I ODMIANY

-SŁOWIAŃSKA WIEDZA

-ZIOŁA

-JOGA

 

4

ROZWÓJ DUCHOWY -ROZWÓJ POTENCJAŁU CZŁOWIEKA

5

KULTURA VERSUS NATURA

6

OBRAZ VERSUS SŁOWO

 

...............................................

I TO ABSOLUTNIE NIE ZNACZY ŻE BĘDĘ NAD KIMŚ SIE UŻALAĆ I GO NIAŃCZYĆ!

nie, dlatego nie poswięcę czasu na nauczanie dziecka siadania na nocnik, bo ono samo się tego nauczy

rzeczy, które są naturalne przyjdą naturalne, wymuszenie tylko zaburza proces

dlatego dziś ostatecznie - wyrzuciłam te książki które mądrzą się na temat dyscypliny kar i wieku w jakim dzieci mają coś tam zrobić

mój dwulatek sam przychodzi do kuchni, wyjada ryż z talerza, nalewa sobie wody z sokiem z dzikiej róży z dużego szklanego dzbanka do kubka, i pije..

tak, przyjdę potem ,zrobię śniadanie, jak napiszę, wykąpię się..

on być może już nie będzie głodny, być może ..

ale jest samodzielny

ma dwa lata...

ośmiolatek wstanie przyjdzie się przytulić i pójdzie tworzyć swoje konstrukcje,

zbuntuje się, zapomni przyjść na śniadanie, odpyskuje, pokłócimy się, dwie dziewiątki często się kłócą, panna z rybą również..

akceptuję to, frustruje mnie to,

pójdzie swoją drogą, pogodzimy się

jest samodzielny, absolutnie wie  czego chce i co chce robić

ma osiem lat

nie, nie pozwolę ociosać im umysłów i dusz

to jedyne moje zadanie jako matki

i to zadanie do przekazania innym matkom i dzieciom

 

 

 

 

poniedziałek, 24 lipca 2017
wiersz - jak mam na imię

założyłam bluzkę tył na przód

i na lewą stronę

od razu poczułam się lepiej

kto mi tu będzie mówił

co najpierw co potem

i jak mam naprawdę na imię

wiersz - pajęczyna

utkałeś ogród z pomysłów

rozpięty jak pajęczyna

od wschodu do zachodu

heksagram rolniczych marzeń

tutaj północna gryka

a tam na południu groch

pot wsiąka w twoją ziemię

przesycasz słowa treścią

duch kręci ci szybko nad głową

ósemki bez końca ósemki

jesteś raz tu raz tam

i jeszcze zaraz gdzieś dalej

a wszędzie nieskończoność

a wszędzie tyle tej treści

zorałeś żyzne pola

ścieżkami swoich myśli

tysiąc ich

sto tysięcy?

trójkąty w zbożu nie kręgi...

 

ale jest czas zastoju

pokoju czas spokoju

muzyki i napoju

co więcej niesie treści?

lecz

mój boże

czemu?

czemu nie śpiewa nikt pieśni

nie woła nikt perliście tych słów co odfruwają?

gdzie jest ta dzika ta piękna

długowłosa i czarna

kobieta pająk zasnuta

w pamięci pokoleń i krajów

mówisz – „patrz – o tu, jej oko

zagląda tu z chaty trójkątów

o widzisz...

tu ją schowałem”

 

lecz gdzie miejsce na płaszcz jej

krwisto-srebrzysty pod żurawiem

u studni

płaszcz księżycowych cykli

 

gdzie jest przestrzeń oddechu

na zapaski i szeroką hen chłopską

spódnicę

bruzdami życia własnoręcznie wyszywaną

piątek, 21 lipca 2017
hamak i hildegarda

położyłam się z bólem brzucha (raczej jelit? w medycynie chińskiej wiąże się to ze stresem, bólem, tam się umiejscawiają te sprawy, psychosomatyka) wstałam z dużym osłabieniem. To tak jakby się serce przesunęło do żołądka. biło zresztą jak oszalałe. gdy wstałam.

w mieszkaniu sajgon bo wczoraj nie ruszyłam ręką ani nogą tylko leżałam pod wieczór,od 19.00 a o 22 napisałam notkę na blogu.

 

hamak. hamak to jest zawsze dobry pomysł na różne osłabienia. kładziesz się. bujasz. patrzysz na balkon powyżej, scianę, przestrzeń zakrytą ziołami w doniczkach. przyleci trzmiel.. bujanie się cofa do okres prenatalnego i tuż po urodzeniu, jeśli cię nosił ktoś czule, i bujał w ramionach..

to po prostu uspokaja. i jest to jeden ze sposobów, żeby wywlec coś  co w sumie trudno określić. zazwyczaj jakiś ból tęksnote frustrację a pod spodem i złość ale tak bardzo pod spodem że jej w ogóle nie widac. taki wilk w przebraniu owcy.

więc to bujanie pomaga.. a dziś było tak, że położyłam się, i słyszę przeraźliwy płacz dziecka, z jakiegoś mieszkania, i myślę czemu = czemu nikt tego dziecka nie przytula , płacze i płacze.. i dopiero mi się zapaliła lampka , jak mi się udzieliło, tzn jak się sobie sama pozwoliłam na łzy, że powinnam się przytulić , samą siebie, na tym hamaku, i pożądnie sobie popłakać..

bo do cholery, to jest takie oj.. ja i tak mam życie pełne wyzwań po brzegi. aż się ulewa, co chwila.

mam pracę i dzieci małe, i rozwód w trakcie, i teraz jeszcze to .. to .. hmm, zakochanie? jakieś szaleństwo. nawet nie zakochanie, tylko  takie dziwne przeczucie początku jakiegoś związku, ale nie wiadomo jakiego, co z niego wyniknie.. a chciałoby się żeby wynikło dobrze. ma się jakieś pragnienia i oczekiwania. ale nie. to nie jest i nie będzie łatwe.

jak zwykle - przeszkód co nie miara.

 

a może nie , może po po prostu chodzi o te jakieś wyobrażenia, jakieś pragnienia, które były stłumione tak długo. pragnienia po prostu, kobiece.

pragienie bycia kochaną, pragnienie dzielenia z kimś zycia tak na serio,

żeby się po równo rozkładał ciężar odpowiedzialności obowiazków .. i radości..

pragnienie sensownego związku nareszcie, bez toksyczności, bez uzależnień, bez szaleństw, takie po prostu najzwyczajniejszego na świecie nudnego, harmonijnego , poukładanego.. żeby można było wzrastać a nie rozmieniać się na drobne

więc dopiero jak usłyszałam płacz tego dziecka, który było znakiem.. (no zwyczajnie, ja wszędzie wokół siebie mam zawsze znaki, ale jakoś ogłuchłam na nie ostatnio)

zresztą każdy ma , tylko trzeba patrzeć i słuchać

więc jak usłyszałam ten płacz, to poczułam ooj, poczułam, że po prostu potrzeba mi takiego zdrowego płaczu.. ale niestety, jest prawie 9.. zaraz przyjdą cudze dzieci i zacznie się praca..

więc po raz kolejny i kolejny, trzeba czekać

czekanie jest dobre

 i nie jest dobre

zależy jak długo trwa

jak za długo, to jest stagnacja.

nie można tkwić w stagnacji. nawet jeżeli wydaje się że w pewnych dziedzinach nas samych jest postęp, to jeśli w innych jest

stagnacja nuda frustracja i nicość i czekanie

to cóż.. człowiek jest całością..

więc dobrze mu nie jest

czyli jest mu źle

 

ale.. jak nie można płakać to można śpiewać... choć czasem nie można

bo ten supeł z serca w żołądku trochę może przeszkadzać

ale znów można włączyć muzykę. muzyka sięga głęboko. mi się zachciało Hildegardy z Bingen.

jesteśmy na półkoloniach które akurat prowadzę w tematach średniowiecznych, wiec.. Hildegarda. wspaniała muzyka.

kobieta, którą tak do mnie przemawia, że coś jest na rzeczy. czuję, że sama byłam kiedyś taką kobieta, taką mniszką, zaczytaną w księgach, leczącą ludzi ziołami, taką totalnie dla innych, oderwaną od świata..

to się kurczę musiało zdarzyć nie jeden raz, bo strassznie dużo tego w sobie mam\

samotności i ochoty odcinania się od ludzi, niezalezności i jednocześnie pokory .. no bycia mniszką.. poświęcania się

ale inna cześc domaga się w tym zyciu bardzo. dojścia do głosu

kobieta, taka z krwi i kości.

taką w tym życiu strasznie jestem, bardzo zmysłową, bardzo bardzo cielesną

 

 

 

 

 

niedziela, 16 lipca 2017
klęska wakacyjna i jak w związku z tym dowiedziałam się że jestem niewdzięcznym brudasem, co może nawet być prawdą

powróciłam z kilku dni wakacji... Ale czy były to wakacje? I tak i nie. OStatecznie okazało się że nie.

Starałam się odpocząć , ale to było chyba z góry skazane na niepowodzenie. To jak pojechanie na wakacje z teściową której naprawdę sie nie lubi..

Ale zacznijmy od samego samiutkiego początku. Jest późno, ale to jedynie w tej chwili miejsce gdzie mogę sobie ulżyć emocjonalnie. Zrobiłam już kilka rozkładów Tarota, posłuchałam kilka wróżb, podjęłam decyzje... ale emocje to sprawa inna.

Otóż - mam brata . Bardzo go kocham, ale jesteśmy z innych światów. Trochę tak jak nasi rodzice, i nie mam pojęcia jak to się stało że zostali razem. Mój brat uwielbia świetne zycie, pieniądze, luksus, ma łodki, samochody, garnitury, mieszkanie, domek nad jeziorem.. dwoje dzieci i żonę która nie pracuje... Ale ma o sobie wysokie mniemanie. Zawozi dzieci do szkoły. Ma dużo czasu. I kocha odpicowane mieszkanie i ten domem nad jeziorem również, który jest pomniejszeniem ich mieszkania.

Ja .. nie dbam za bardzo o to, czy dziecko ma na nogach dwie inne skarpetki - skoro takie sobie znalazło, a ucze samodzielności i cenię to nawet juz u dwulatka. Pozwalam dzieciom na wiele, pozwalam im być brudnym i bałaganić w pokoju. Sprzątam.. raz w tygodniu, porządkuję codziennie, lustra i okna raz dwa razy na rok.. Sprzątam podłogi szafki gary prania..

Inne rzeczy muszą pozostać takie jakie są.

Bo poza tym - pracuję w domu na full etat, jednoczesnie wychowuję i edukuję jeszcze dośc małe dzieci,

i robię wiele rzeczy charytatywnie - spotykam się z ludźmi, zakladam grupy pomocowe, tłumaczę rzeczy za friko dla szerzenia idei lepszego świata.. No, tak mam, bo uważam, że ktoś naprawiać swiat powinien, i jest to wazniejsze od dokładnie odpicowanego codziennie mieszkania. Uważam nawet że jak nie jest sterylnie to siędzieci lepiej chowają.. I jakoś moje nie chorują w ogóle.

Ale do rzeczy -- wróciłam dziś z wyjazdu nad jezioro. Tak, właśnie do tego domku mojego brata i jego zony. Do pięknego domku, wszystko w kolorach niebieskim i białym -- (tak tak, te brudzą się najbardziej)

Gdzie większą częśc czasu spędziłam w stresie na ile mój dwulatek i dziewięciolatek pobrudzą biały dywan, białą kanapę i fotele, oraz szarutki poduszki na krzesła, czy czegoś nie zbiją i nie zepsują..

Oczywiście pobrudzili. Naśmiecili. A ja wydawało mi się potem dośc dokładnie sprzątnęłam po nich i po nas wszystkich - ale -- nie było mamy, która podpowiadałaby (jak rok temu) -- jeszcze odkurzmy, bo ona (synowa jej) by tego chciała.. jeszcze zmyjmy okna, bo ona by tego chciała..

W związku z nieobecnością mojej mamy, cóż, pewnych rzeczy nie zrobiłam.. choć myślałam o nich, ale się rozmyło, były dzieci, mycie usypianie, sprzątanie gary, pakowanie, a potem nad ranem o 8.00 przybyli już właściciele domku -- i czułam się nijako choc wtedy właśnie zapalały mi się żarówki -- kurcze - nie odkurzyłam (żarówka mamy "a ona by tego chciała") , nie umyłam szyby.. itd

ale wstyd mi było i w ogóle dziwacznie - powiedzieć poczekajcie - ja jeszcze umyję to okno wam, bo nie wpadłam na to wczesniej, albo nie miałam jak..

Może powinnam byla to zrobić.. Nie wiem. Wiem, że jakby do mnie ktoś przyjechał, to w ogóle nie oczekiwałabym żeby mi jakoś maksymalnie odpicował mieszkanie, nawet głupio by mi było. Jakby zaczał odkurzać itd

Prawda jest jednak też taka, że ja po prostu mam inne standardy. Cóż, trzeba tu pewnie jasno powiedzieć że jestem pewnie brudasem. W końcu u siebie w domu , mówię otwartym tekstem , odkurzam tylko raz w weeekend, dokładnie całe mieszkanie, podnosząc wszystko , odsuwają c, wywlekając itd. I myję wszystkie podłogi szafki itd...

Ale RAZ W TYGODNIU . Codziennie, i owszem, zamiatam zmiotką w kuchni.

Choć == oczywiście moja matka myła podłogę w kuchni codziennie, i myła wszystko w kuchni codziennie, i nigdy nie zostawiała garów, a ja czasem to robię.. A jak gotuję to nie mogę jednocześnie zmywać wiec mam sajgon..moja matka w moim dzieciństwie sprzątała CIĄGLE  i potem na terapii swojej usłyszałam inne kobiety współuzależnione, jak mówią że one też ciągle sprzątają, bo.. ot ich uspokaja jak mąż śpi po alkoholu, i mają poczucie kontroli nad czymś.. Hmm, no to jakbym widziała swoją mamę. Ale to na mnie w postaci walniętej współuzależnionej co sprząta ciagle, nie przeszło. Nie - jak miałam inne schizy, ale sprzątanie NIE NAWIDZę i oczywiście kojarzy mi się z dzieciństwem czarnym, moją matką, moim ojcem który wtedy akurat te kilka lat pił dużo i zawalał różne rzeczy np.. moje dobre dzieciństwo . I nienawidziłam tej matki sprzątającej kibel do picu, i te wielogodzinne prasowania do których mnie zaganiała i zmuszała. Dziś NIENAWIDZĘ PRASOWANIA do tego stopnia, że .. w ogóle nie prasuję. Nie trzymam w domu nawet ubrań które by trzeba prasować. Acha, i pamiętam jeszcze inny aspekt - ojca który wyśmiewał się z matki, że "taka porządna" i ciągle sprząta, żeby teściowa nie narzekała (teściowa była w tym samym domu i wszystko podlgądała i komentowała , to fakt). I pamiętam ojca, który był bałaganiarzem , i matkę, która twierdziła że ja jestem bałaganiara - po nim.. Hmm.. Coś w tym jest. W TYM WSZYSTKIM , CHOLERA.

Taka jestem - nieporządna zapewne. Mam też wielka bibliotekę która zapewne strasznie zbiera kurz, i mam stosy papierów na biurku , i książki prawie wszędzie, np na parapecie w stosach.. I sprzątam to raz na miesiac..

I ? No więc wedle pewnych standardów jestem brudasem i niewdzięcznikiem, bo ktoś -- mój brat i jego żona - zaprosił mnie ZA DARMO  do swojego domku na wakacje, 4 dni , a ja nie posprzątałam po sobie tak jak oni chcieli.

Jak weszłam jednak, i teraz , i rok temu już miałam te lampki bardzo ostre! ups ! to nie twoja przestrzeń, tu jest zbyt luksusowo, zbyt odpicowane. zbyt zbyt.. tv (której nie mam nawert w swoim normalnym mieszkaniu) , sprzet hifi, zmywarka pralka.. wszystkie piękne sprzęty i meble! To nie jest domek letni w twoim stylu ,t onie przejdzie próby! No i jeszcze coś nie tak było z otoczeniem.. Poza stresem w domku był stres otoczenia. Te kleszcze które łapie się wszędzie, stres przy wejściu do lasu, którego nie mam przy chodzeniu po łąkach na Podlasiu albo w okolicach Otwocka.. Paranoiczny jakiś..

I tym razem również były kleszcze, jeden nawet u dwulatka..

Więc te lampki -- Po co tu przyjechałaś? zapalały mi się co chwila..

Gdy dzieci brudziły, gdy nie wiedziałam czy lepiej myć ręcznie, czy właczyć zmywarkę (i nie daj boże coś zepsuć)

..

Anyway, .. skonczyło się wszystko awanturą - smsem - były chmury burzowe wcześniej i jakieś obrażone spojrzenia, ale chyba się nie domy śliłam ,.. a sms był bardzo klarowny potem. I poszło mi w pięty jak dostałam go od zony brata.

Taaaak, po całości. Poczułam się niewdzięcznicą, brudasem i nieudacznikiem..

Hmm.. fakt, na brata zawsze można liczyć , pomagał mi tysiąc razy.. Przy samochodzie, przy innych męskich rzeczach.

Czy ja mu pomagałam? Mniej było tych okazji. I owszem, gdy poprosil o radę nt dzieci - zawsze ją otrzymał, gdy trzeba było gdzieś dzieci jego pobawić, też zawsze byłam. Dobrze dogaduję sie z ich dziećmi (jak z wszystkimi). Ale to tez taki zgryz, bo mam wrażenie, że oni odczuwają to jako krytykę, albo że się wymądrzam, gdy coś mówię, jak dziś nt zdrowia, czy uczenia dzieci pisania i czytania..Niepotrzebnie się odzywam, i tak zrobią po swojemu, a efekty będą jakie będą. Suma sumarum, mój brat miał mnóstwo okazji, aranżowanych przez moich rodziców - do pomagania mi, gdy wpadałam w tarapaty ze swoim samochodem, albo swoimi mężami..

Zresztą moi rodzice , nazbyt silnie tu działają Np sami zwracają się do niego o coś, bez mojej wiedzy..(i to jest moje postanowienie WIELKIEJ ZMIANY I UNIEZALEŻNIENIA SIĘ OD TEGO CHOREGU UKŁADU),

Pytanie teraz też inne - czy całkowicie zerwać kontakty? Przyjeżdzać do rodziców w inne dni? nie bywać u nich? Nie zapraszać do siebie ? PRzeprosiłam smsowo, i wyraziłam żal że nie powiedziano mi tego otwarcie.. Ale czy t było wykonalne? PEwnie nie.

Na pewno nigdy nie pojadę już do tego domku, ani pewnie do nich do domu.. Jakoś chyba nie będzie to wykonalne po tym co się stało. A może dobrze że się tak stało, bo moje podejście do zycia i priorytety jest radykalnie inne.

Nie luksusy, konsumpcjonizm, medycyna konwencjonalna , szkoła prywatna itd tylko

alternatywa na całej linii, zycie minimalistyczne , i oszczędzanie energii z picowania mieszkania na pomoc innym ludziom, jakieś idealistyczne projekty,a na dzieci moje, na pracę po prostu.

Ale jest mi też zwyczajnie przykro , że mi sie te lampki za późno zapaliły, bo ja mogłam odwalić tę robotę, zamiast .. hmm co ja robiłam tego wieczora ? pisałam opowiadanie na konkurs i ankiety i próbne konsultacje dla swojej działalnosci czyli.. pracowałam na wakacjach..

mogłam posprzątać cholera - mogłam posprzątać nawet bardziej niż to robię w domu. I właściwie żałuję że tego nie zrobiłam. Ale może dzięki temu co się stało - stuknęło mnie zdrowo w mózgownicę, żeby nie dac się już nigdy wkręcić rodzicom ( to zawsze był ich pomysł nie mój) by pojechać tam na wakacje darmowe z dziećmi..

NIGDY W ZYCIU NEVER to nie moja idea wakacji

w wakacje się nie sprząta. w wakacje mam być natura wieś proste życie żadnej cywilizacji

i brud moze też być i nie mycie się i proste żarcie bez lodówki może tez być

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O autorze