Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Pamiętnik | Tytułem wstępu
RSS
niedziela, 27 czerwca 2010
o obietnicach, postanowieniach i byciu ofiarą

dziś mój chłopak wyjechał na kilka dni. spieszył się. zostawiłam na noc dziecko u rodziców (teraz po raz pierwszy odważyłam się na to po dwu latach :) i byliśmy sami. super. koniec tygodnia bez żadnego cyklu, bez żadnej kłótni. pomyślałam, że jednak udaje się te frustracje rozładowywać inaczej jak się chce...

miałam dobry humor, on też, on mi pomagał przy kompie, ja mu prasowałam koszule. zwykle się o to kłócimy, to naprogramowe obowiązki. dziś rano spieszył się, dopakowywał... mało czasu, poprosił bym wstawiła za niego zmywarkę... hmmm, zgodziłam się. czy poczułam, że muszę? właśnie nie. nie poczułam się jak ofiara, nie poczułam, że nie mogę odmówić. nie poczułam, że jest to manipulacja z jego strony. poprosiłam jeszcze raz by zrobił to jeśli zdąży a jak nie to ja SPRÓBUJĘ TO ZROBIĆ, ALE BĘDZIE MUSIAŁ MI SIĘ JAKOŚ FAJNIE ZREWANŻOWAĆ PO POWROCIE :) byłam z siebie zadowolona

tyle, wyjechał. zajęłam się tą zmywarką, w dobrym humorze a nie w poczuciu że muszę to zrobić, jak to bywało kiedys

na tym polega chyba różnica między współuzależnieniem i zachowaniem typowym dla ofiary, a zachowaniem normalnym , zdrowym w zdrowej relacji. nie pozwolić by ktoś na nas coś wymuszał, by pojawiło się poczucie, że muszę coś zrobić bo się ziemia przestanie kręcić, że mam taki obowiązek bo jestem kobietą. w nosie! gdybym się dziś spieszyła to zostawiłabym tę zmywarkę i gary w zlewie , niech się kiszą przez kilka dni aż on wróci i zajmie się tym. nic też mu nie obiecałam. nic nie należy obiecywać nigdy nikomu bo w sumie nie wiadomo na ile się obietnice spełni, przecież nawet solenne małżeńskie nie zawsze udaje się spełniać....

 

o cyklach i o emocjonalnych wampirach

moje współuzależnienie ma się ciągle nadspodziewanie dobrze :(

daję się czasami wkręcać w te cykle. o jakich cyklach mówię? hmmm, nie chcę tu mówić o swoim partnerze, ponadto nie wiadomo czy jest od czegokolwiek uzależniony czy nie, ale często zachowuje się agresywnie oraz odczuwa frustrację gdy brak mu najprostszego sposobu rozładowywania uczuć i frustracji jakim jest jakaś używka, np alkohol

mówi się o cyklach przemocy i o cyklach alkoholowych:

jest dobrze jakiś czas -> napięcie zaczyna rosnąć, frustracja coraz większa -> jest potrzeba rozładowania jakoś frustracji - > głód alkoholowy albo potrzeba wyżycia się, "wyrzygania" swoich uczuć na kimś albo seksu -> szuka się starcia , konfrontacji, pretekstu do picia albo do wyżycia się , wyładowania na kimś -> dochodzi do konfrontacji - > napięcie znów opada --> jest dobrze przez jakiś czas

my żyjemy w takich cyklach tygodniowych. do tego dochodzi oczywiście naturalny cykl tygodnia, gdy pod jego koniec każdy jest zmęczony pracą i pragnie odpocząć a trudno przy małym dziecku..

trudno przerwać taki cykl. ale udaje się gdy jest się go świadomym. my jesteśmy. ja jestem a jednak nie zawsze udaje mi się wywikłać się z konfrontacji. wchodzę w nią. bezsensownie bo to nie jest żadna dyskusja konstruktywna. suksesem jest jednak często to , że zapala mi się w trakcie jakaś lampka i mówię -- słuchaj, to nie jest dyskusja tylko prztykanie się, idź odreaguj sobie inaczej, nie nas mnie. mam wtedy takie poczucie sukcesu i poczucie że nie zostałam emocjonalnie zdeptana, zdołowana, że moje poczucie wartości nie ucierpiało . i o to w sumie chodzi. bo takich emocjonalnych wampirów jest mnóstwo dookoła nas, to się nie ogranicza do związkół romantycznych

wtorek, 08 czerwca 2010
lęk przed odrzuceniem i samotność

i jeszcze jedno zwycięstwo :)

lubię być sama ze sobą. lubię, nie myślę o tym że czuję się samotna. bo się nie czuję

jak wiadomo współuzależnienie mają ogromną potrzebę przebywania w obecności innych osób, ich poczucie bezpieczeństwa jest zachwiane. poza tym jest ten ciągły lęk przed odrzuceniem i to nie tylko w przypadku związków romantycznych ale jakichkolwiek

ja pamiętam mój absurdalny lęk (realny byłby na miejscu ale mój był paniczny) przed zwolnieniem z pracy, lęk przed odrzuceniem przez znajomych, brakiem przynależności do jakiejś grupy, lęk przed krytyką itd itp...

dziś jest lepiej. radzę sobie. odkrywam uroki bycia sam na sam z sobą. odkrywam na nowo swoje pasje. poza tym potrafię już wyobrazić sytuację gdy wychowuję sama moje dziecko. że jestem tzw samotną matką... potrafię sobie to wyobrazić, przyjąć nie odczuwam bicia serca przyspieszonego, nie pocę się, nie drżę spazmatycznie i nie histeryzuję na samą myśl o tym że tak może ale nie musi kiedyś być...

 

dalsza walka ze współuzależnieniem

ostatnio byłam pod wrażeniem jak długo i wytrwale potrafię robić rzeczy, których wcześniej robić nie lubiłam lub twierdziłam że nie mam na nie czasu

mówię o sprzątaniu własnych starych gratów, o zajmowaniu się swoją przeszłością. o porządkowaniu jej. oraz o porządkowaniu sfer takich jak praca...

w ostatni weekend długi, czerwcowy, pojechałam do domu rodziców, gdzie na małym strychu przygotowałam sobie warsztat pracy - pracuję z małymi dziećmi, uczę ich języka obcego. niezbędna jest mi więc duża ilość tzw propsów czyli różnych zabawek gier gadżetów... zebrało się tego cały sttych. zawsze potrzebowałam ponad pół godziny by przygotować się do zajęć.

chcę by zajmowało mi to 10 minut. uda się bo teraz mam wszystko posegregowane tematycznie, nalepione plakietki, wszystko ma stałe miejsce, dostęp do pudeł i szuflad jest łatwy. super! czemu wcześniej na to nie wpadłam?

może dlatego, że właśnie moja energia skupiała się na porządkowaniu życia innych osób? moich rodziców, partnera, dziecka, znajomych....

jak dobrze skierować tę odzyskaną energię ku sobie. to daje takie cudowne poczucie własnej mocy, pełni możliwości :)

 

O autorze