Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Pamiętnik | Tytułem wstępu
RSS
wtorek, 27 grudnia 2016
wysokie loty i upadek z wysoka

Kilka tygodni temu moja terapeutka na terapii indywidualnej poprosiła, żebym zrobiła genogram. Uznałam ten pomysł za ciekaway, choć początkowo mnie zaskoczył. Pamiętam, że zapytałam również - po co? Ale odpowiedź byla mglista.. Przyjrzeć się relacjom? A może nie było jej w ogóle.

Zrobiłam genogram. POświęciłam na to trzy dni, wciągnęło mnie, bo uwielbiam analityczne projekty. I jestem absolutną perfekcjonistką i mam artystyczną duszę, więc byl to zarazem obraz drzew. Zabrałam na terapię. Zaskoczenie. Że tak wielkie. Zaskoczenie i moje - bo czemu? Ja wszystko robię dokładnie i dogłębnie, wszystko co mnie pociąga. Sprzątać nie lubię, więc robię to co tydzień i zapewne moja mama znalazlaby multum niedociągnięć.

Czyli mój projekt -- był duży. Gdzie byłam ja? Tyle osób których nie znałam - ale przestudiowałam relacje - bo oboje z bratem od dawna tworzymy drzewo genealogiczne online. Nie znalazłam jednak nadal odpowiedzi w rozmowach z terapeutką - na pytanie Po co? Po co to drzewo? Owszem, rozmawialiśmy o mojej rodzinie. Mam wrażenie że więcej się jednak dowiedziałam o sobie podczas robienia drzewa niż podczas spotkania z terapeutką. Kwintesencja była taka -- może trzeba zrobić mniejsze drzewo i umieścić tam tylko osoby, które znam i są mi bliskie.

Tak zrobiłam. Drugie drzewo. Tylko tym razem zabawiłam się w numerologię. I wstawiłam również swoich przyjaciół. Pytała mnie znów terapeutka -- po co?

A po co był genogram? Aby coś o sobie zrozumieć?

Otóż gdy ja zrobiłam ten drugi genogram - zrozumiałam to samo co przy pierwszym -- z niewieloma osobami utrzymuję bliskie relacje. Owszem, mam emocjonalne związki. Widuję się z nimi podczas spotkań rodzinnych. Widuję się z rodzicami co dwa tygodnie. Ale mam cały czas poczucie, że w tej rodzinie jestem NIEZROZUMIANA. Zaczęłam więc drążyć -- dlaczego tak się dzieje?

I stąd pojawiła się myśl o osobach, które nie całkiem są rodziną albo nie są nią wcale -- moja eks teściowa - artystka, eks żona mojego eks partnera -- artystka. Moich kilku byłych mężczyzn. I wiele znajomości  - z pracy, z terapii. Oraz znalazlo się w genograme połączonym z analizą numerologiczną -- również kilka moich fascynacji osobowych, kilku muzyków, artystów, których znam tylko z ich dzieł.

Wszędzie szukałam jakiegoś ukrytego kodu. Jakiejś pra przyczyny. Czy coś ze mną jest nie tak? Czemu ja się pojawiłam w tej rodzinie? Czy mam tu jakieś szczególnie zadanie?

Jestem numerologiczną 9. Taką dziewiątką jest moja babcia z demencją, i mój syn. Pośród ok pięćdziesięciu osób z genogramu jesteśmy prawdopodobnie jedyni (nie wszystkie daty urodzenia jeszcze znam). Wokół 8, 1, 11. Same mocne autorytarne, przebojowe osobowości. JA jestem pasjonatką, misjonarzem, pomocowa jestem ,  wizjonerska, oderwana od rzeczywistośći.. Taaa..

Ale cóż,wszędzie się ślizgam po wierzchu. Pytanie mi terapeutka zadała -- czy mam z kim rozmawiać? Pewnie że tak. I w środku nocy też. Ale z nikim tak naprawdę o wszystkim do końca. Nie, nie mam soul mate. Nie mam bratniej duszy. Czuję się od zawsze samotna.

A jak znajdywałam kogoś z kim wydawało mi się, że się świetnie rozumiem, to ta osoba okazywała się uzależniona, ja przy niej współuzależniona, albo .. po prostu mnie porzucała.

jakiś morał tutaj? Nie wiem jaki mógłby być. Jestem załamana. Czuję się skrytykowana, oceniona, Choć terapeutka w pewnym momencie zapytała mnie o to - twierdziła że nie ocenia. Ok - poczułam się niezrozumiana.

Bo ja chciałam przekazać swoje przemyślenia na koniec roku. Pokazałam folder z ćwiczeniami, celami, marzeniami - który jest dla mnie super cenny i NIKOMU GO NIGDY NIE POKAZAŁAM.

I powiedziałam moje numerologiczne przemyślenie -- Może jestem 9 i 7 aby zmienić coś w świecie ,rodzinie, zmienić coś w dziedzinie współuzależnienia? Także dzięki tym ósemkom w rodzinie, z którymi walczę, ale od których mogę się nauczyć wytrwałości i przebojowości?

Nie wiem nie wiem.

Nie poczułam zrozumienia. Cóż dalej?

Czy porzucę swoją ideę? Która wczoraj byla tak klarowna, że wiedziałam dokładnie jak chcę by wyglądał mój prawdziwy wymarzony Omnibusik centrum kreatywne i wiem jaką książkę chcę napisać najpierw. Dziś już nie wiem. Znów

Czy wszyscy marzyciele i pasjonaci mają tak pod górkę? Tak bardzo w toksycznym dzieciństwie, związkach..? Tak trudno się przebić do świata i nie dać zranić i zrazić.

 

 

czwartek, 22 grudnia 2016
dlaczego wyłączyłam ten telefon

jesteśmy w rzeczywistej separacji. mieszkamy od siebie o 600km stąd.

czy to, że wyłączyłam wczoraj telefon na 2h (chciałam coś sprawdzić z wifi i zapomniałam go włączyć) to powód, żeby robić awanturę? i nie wierzyć w rzeczywisty powód a twierdzić, że "zrobiłam to celowo" "odcinam się", "jestem złośliwa".

i jeszcze twierdzić, że na pewno rozmawiałam z moją mamą i ona mnie źle nastawiła i wtedy wylączyłam telefon...

Boże ... o co kaman?? przed wyłączeniem telefonu były normalne smsy.. skąd takie myśli?

to dla mnie chore. jakaś nadmierna zaborczość. próba kontroli.

I nie idzie przekonać, że powód wyłączenia był zupełnie inny, bo mężczyzna się już obraził.

Ale .. na dobrą sprawę, czy na przykład gdybym była zła, powiedziała że jestem zła i wyłączyła telefon na kilka godzin - to czy też to byłoby nienormalne? To tak jakbym tu wyszła sobie na spacer żeby odreagować...

Zaczynam myśleć, że próby pogodzenia się były przedwczesne. Znów czuję brak szacunku, totalnie niezrozumienie mnie, brak zaufania.. Jak można? Czemu więc ja ufam i daję kolejną szansę na wprowadzenie się i zaczęcie od nowa.. A że tego wszem i wobec nie chciałam obwieszczać.. To chyba miałam prawo do takiej tajemnicy i intymności. Tym bardziej, że proszę -- taka huśtawka emocjonalna i takie to nietrwałe decyzje. Był, teraz znów nie wiadomo czy będzie. Nie przyjedzie. Ja nie rozumiem. Choćby do dziecka mógłby...

awantura kolejna o przekraczanie granic

Znów awantura. O przekraczanie granic, jak sądzę.

Mieliśmy niedawno rozmowę na temat naszej sytuacji. Jesteśmy w formalnej separacji. Jednak przy ostatnim spotkaniu doszło między nami do rozmów , pozytywnie. Powiedzieliśmy sobie więcej i szczerzej niz zwykle. I zaczęłam mieć nadzieję, że będzie dobrze. Przychyliłam się też do pomysłu jego zamieszkania z nami na nowo - pod warunkiem, że będzie chodził do terapeuty gdzieś, sam, i że będziemy chodzić razem do psychologa w sprawie dzieci. Takie są ustalenia. Nie chciałam jednak nikomu nic mówić. Albo mówiłam oględnie, bez szczegółów, czy jest, gdzie mieszka, jakie są miedzy nami dokładnie relacje... I on się o to ostatnio obraził, że ja nikomu nie powiedziałam, że zamierza się wprodzić! Ach, ależ ja dopiero co go wyrzuciłam. I wychodze trochę na idiotkę teraz, albo może potrzebuję czasu by innym powiedzieć. Może jestem nieufna, bo może nie do końca wiem jak będzie, nie do końca ufam. W końcu bywał często nietrzeżwy, w końcu nie raz zawalał swoje obowiązki, był wobec mnie niegrzeczny, agresywny. To fakt. Czy on podważa ten fakt? Czy chce by wyszło na to że ja nie miałam racji obwiniając go o wiele rzeczy? Nie wiem o co chodzi. Może chce pozbyć się złych uczuć, poczucia winy. Nie wiem. Ale czuję, że to jest kosztem mnie, że to przekraczanie granic. I nie podoba mi się czytanie na facebooku jego komentarzy co my będziemy robić intymnie razem... :( więc znów.. awantura. I znów huśtawka emocjonalna. I znów też czuję, że źle robię nie domagając się pieniędzy które ma zasądzone --- bo mi go żal..? bo staram się rozumieć? bo zaraz się wprowadzi? Ale nam też nie starcza...



sobota, 17 grudnia 2016
łatwiej wziąc pigułkę czyli o niepopularności autoanalizy

" zastanawiacie się czasem nie tylko jak się nazywa ta moja choroba i co wziąć by przestało boleć -- ale raczej skąd to się wzięło? co się w moim życiu dzieje? ja patrzę całościowo - ciało zawsze pokazuje co dusze boli, ciało zawsze kumuluje nasze niewyrażone emocje... medycyna klasyczna, czyli leki, w ogóle nie leczy tylko usuwa skutki, trzeba poszukać PRZYCZYN"

 

Taki post napisałam ostatnio na jednej z grup pomocowych na facebooku. Jest ich trochę, takich ze słowem "współuzależnienie" w tytule, ale i innych które zapraszają wszystkich którzy mają jakieś problemy psychiczne, zaburzeniowe, behawioralne..

Tak sobie myślę, że czasem w ogóle nie umiem się przestawić na ichni typ myślenia. Autentycznie mnie to nawet przeraża ile ludzie mówią negatywnych rzeczy o innych , o świecie, o sobie. Ile mówią o lekach, jak bardzo są od nich zależni...

I cieszę się w sumie, że nigdy nie uciekałam się do leków, zawsze jakoś była to ostateczność. Zawsze czułam awersję do leków i medycyny leczącej tylko w taki mechaniczny sposób.

Pociągała mnie za to medycyna wschodnia, która patrzy na człowieka jako na całość. Bo przecież oczywiste jest, że jesteśmy mikrokosmosem. Każda część naszego organizmu współpracuje z inną. Wycięcie jednej osłabia inną itd.

A już zdecydowanie logiczne jest że mózg i ciało to naczynia połączone. Mózg to myśli i emocje, i to wpływa na ciało.Czy to nie logiczne?? A tylu ludzi temu zaprzecza albo tylko.. ignoruje.

Dla mnie więc chińska medycyna, hinduska medycyna, wszelkie ziołowe terapie, akupunktura, dieta wg pięciu przemian, oparta na energetyce, czy też ostatnio poznana totalna biologia to realność i prawda. Tyle że... trzeba się zatrzymać w pędzie, zmienić zycie, zastanowić nad sobą. AAAA.. to pewnie jest trudne.. łatwiej wziąć pigułkę.



 



10:17, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2016
O pisaniu dziennika i pamiętnika

Piszę tu niemal jednocześnie - dziennik , na bieżąco, z życia, i przepisuję pamiętników kartki.

Bo przeglądałam to, i wiem że to są rzeczy ciekawe. Dużo przeszłam, ale też po prostu.. dużo przygód miałam :) więc może być ciekawe bez ekscesów i zaburzń

ale tych pamiętników to jest

Zdjęcie użytkownika Joanna Chołuj.

, więc zanim te 16 lat przepiszę to hmm.. trochę wody upłynie... zapraszam do regularnego czytania hehe

22:47, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze