Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Pamiętnik | Tytułem wstępu
RSS
piątek, 13 stycznia 2017
rozwód i wybaczenie

Nie jest mi łatwo... Ale też nie jest mi tak ciężko, jak myślałam, żę będzie.

Podjęłam decyzję, że rozwodzę się z mężem. Na razie jest to decyzja. Ale nieodwołalna.

Ale w czym jest inna od poprzednich? Teraz jestem w trakcie procesu radykalnego wybaczania. To ogromna różnica. To wyzwala. Od ciężkich emocji, od fiksacji na mężu, od nadmiaru emocji i daję siłę, by .. przejść do porządku dziennego nawet gdy pojawia się nieprzyjemny sms, zupełnie niepotrzebne złośliwości. Wiem, domyślam się, że wynikają one z faktu, że jemu też jest ciężko, że boi się i czuje samotny i opuszczony. Ale szkoda że w ten sposób wyraża swój ból i żal. Tylko... ja mu nie mogę pomóc, Ja mu nie chcę już pomóc. Moje pomaganie nic nie dawało, tylko pogarszało sprawę. Moje wysyłanie listów, tłumaczenie, listy, horoskopy, rozmowy, przekonywania.. Każdy ma swoją drogę. Nasze się rozdzielają. Ja pójdę swoją, on swoją.

Napisałam już jeden długi list i formularz z Tippinga (z książki od radykalnym wybaczaniu) . Spaliłam.

Potem doczytałam, że powinnam napisać trzy listy, że powinnam móc.. powiedzieć wszystko co czuję do niego, wyrazić wszystko.

Więc.. znów - napisałam jeden list. Dziś napiszę drugi. Idę napisać, aby zamknęło się to w dzisiejszym dniu. Jutro zaś będzie ostatni list wybaczający - trzeci.

wtorek, 10 stycznia 2017
Wybacz przede wszystkim sobie

Mówiłam o radykalnym wybaczaniu.. Czemu? Natrafiałam na te informacje ostatnio często. W różnych miejscach. Czytałam o totalnej biologii i ... tam pojawiała się ta informacja, jako jeden z etapów uzdrowienia. Słuchałam kanału indygo1982 o oczyszczaniu przestrzeni i.. tam pojawiała się ta sama informacja - ze szczegółami. Potem to samo podczas słuchania pani Magdaleny Brzozy, numerolog, i w kilku kolejnych miejscach. w końcu zdecydowałam, że przeczytam tekst Tippinga, który pierwszy z tego co wiem, mówił o radykalnym wybaczaniu. I zrobiłam to. Pisałam w poprzednim wpisie - napisałam listy do męża, wypełniłam formularz radykalnego wybaczania i spaliłam wszystko.

Potem jednak przyszły kolejne informacje - w momencie robienia portretu i zmiany numerologicznej - powinnam zrobić to samo - te listy, te wybaczania - nie tylko wobec męża, także wobec.. siebie. I wobec wielu innych ludzi. Aby uwolnić się od tej energii, która się za mną ciągnie i nie pozwala ruszyć do przodu, bez obciążeń.

I zaczęłam. Wczoraj pierwszy list do siebie. Pełen złości. Pełen żalu. Gwałtowny. Dziś będzie drugi...

wtorek, 03 stycznia 2017
Żal po stracie i dziwny ciąg przypadków

Dzis pojechalam zrobic ostatni krok - spalenie listu i arkusza radykalnego wybaczenia mężowi. Mieszkam w malym mieście, nie było oczywiste znalezienie odpowiedniego miejsca. Nie ma tu odludzia. Ale znalazłam małą uliczkę kawałek lasku i strumyczek. I tak co chwila ktoś przechodził albo przejeżdżał, a ja z trudnością nad świeczką która mi gasła - w końcu jest mróz i wiatr - paliłam moje 4 kartki a 4. Czułam się na początku jak wariatka. Potem wczułam się w ten rytuał - obserwowałam kaczki , jak podchodzą mimo że wczesniej isę spłoszyły. Paliłam, a co się nie dało spalić zamokło - porwałam i zdecydowałam się rozmoczyć tę maleńką resztkę, spłynęło z nurtem rzeki.

Odeszłam odjechałam. I zaczęłam się dziwna lawina dziwnych rzeczy. Pojechałam do sądu - kolejka jakiej jeszcze nie widziałam. Poszłam do sklepu - okazało się że nie mam karty płatniczej. Wpadłam w panikę. Przeszukałam torebkę, samochód. Straciłam głowę. Popłakałam się. Pojechałam do banku - kolejka. Gdzie miałam szukać tej karty? Nie wiem nawet kiedy ostatni raz ją miałam. Pojechałam do drugiego banku  - kolejka - na bankomacie nr telefonu - zastrzegłam tę kartę. To początek miesiąca. Tam były wszystke moje pieniądze. Wróciłam do domu - okazało się że pralka nie wiruje. Odwirowałam ręcznie. Chciałam pójść sprawdzić pocztę - nie było kluczyka. I tak ciągle... Miałam wrażenie, że ktoś coś jakby testowało czy ja NA PEWNO chce wyjść z tej pozycji ofiary. ciągle zapalały mi się w głowie takie lampki - o rety o co chodzi? Czemu tak? ale powstrzymywałam się przed myślą - mam dosyć, czemu ja.. to byłoby znów znow znów wchodzenie w rolę ofiary. Czemu to zgubilam to się psuje ..

Ale jednak kartę szybko zastrzegłam nikt jej nie użył, pralka się naprawila sama a kluczyk znalazł.

Tak wciąż siedze pisze i płaczę. I młodszy syn placze koło mnie bo ja płaczę. nie umiem powstrzymać tych łez. I myślę też że one powinny wypłynąć. I jeszcze więcej ich i tego żalu dziś w nocy.

 

radykalne wybaczanie

Dwa miesiące temu poszłam do pewnego energoterapeuty, jasnowidza. Chciałam się dowiedzieć czegoś o swoim zyciu, dostać odpowiedzi na jakieś pytania, może i z ciekawości również.

Dowiedziałam się kilka rzeczy, które mnie wzburzyły. Cóż energoterapeuta też człowiek, może mieć swoje poglądy, które mi nie odpowiadają. Nie jest bogiem. Odrzucilam więc koncepcję nt wychowania dzieci, karmienia piersią i odżywiania. Bo nie zgadzała się z moim wewnętrznym przekonaniem. Ale od hoc odrzuciłam też inne słowa - te na temat mojego aktualnego i byłych związków. Trudne dla mnie słowa. Że jestem specyficzną energią, że nie koniecznie pasuje moja energia do tej jaką on posiada. Że nasz związek to był taki test, taka okresowa umowa dusz. Każde z nas miało coś do przepracowania, a potem.. powinniśmy się rozstać. Do końca 2016r.

Nie, to było niemożliwe. Choć w duszy, tak w duszy głęboko przyznawałam mu rację, to tak związek, toksyczny. Ile razy zaprzeczałam sobie, szłam na kompromisy których nie chciałam. Cierpiałam. I właśnie. Stawałam się ofiarą. A on katem. I zachowywałam się jak ofiara.

Minęły te dwa miesiące. Mąż miał przyjechać nas odwiedzić, mieliśmy omówić nasze sprawy. Co kto. Zamierzenia. NAszą separacje. I cóż? Przyjechał powiedzmy.. lekko zawiany. Po alkoholu. Oczywiście - coś tam się wydarzyło. Pomagał remontować autobus, stawiali alkohol. O to mniejsza - umowa między nami była jednak inna - żadnego alkoholu.

ale może tylko ja tak rozumiałam tę umowę? Znów poczułam się oszukana odrzucona i wykorzystana. Dalej było tylko gorzej. Kolejne dni dystansu zaprzeczania, jakaś butelka znaleziona w wózku dziecka, zapach charakterystyczny od niego. Brak kontaktu, brak rozmów. On kilka dni i nocy spędził na spaniu. Nad ranem drzwi były zawsze otwarte - uważałam że chodził pić. Czułam że to jakaś samosprawdzająca się przepowiednia. I codziennie coś mi się tłukło. Tak. Ale dwa dni temu obejrzałam kilka filmów youtube, trafilam (po raz kolejny) na temat "przebaczania" - radykalnego wybaczania raczej , bo przebaczanie wzbudza we mnie złe skojarzenia.

I zrobiłam to - napisałam listy, wypełniłam arkusze, spędziłam dwie noce, wiele godzin na pisaniu dziennika,  płakaniu, rozumieniu, opukiwaniu emocji , a dziś poszlam w odległą część miasta, nad rzeczkę i spaliłam te listy.

Właściwie już wczoraj zauważyłam coś - mąż wstał i przepraszał mnie że chciał wyjechać, ale nie może bo jest chory (od trzech dni wymiotował - nie wiem, być może skutek picia, ale on twierdził inaczej. Cóż za różnica? Nie będę więcej wtrącać się do jego zycia)

A dziś - dziś wyjechał. Podał mi rękę. Pogłaskał dziecko po głowie i wyjechał.

Jutro lub pojutrze składam pozew o rozwód który napisałam wczoraj.

 

Teraz straszny żal - żal po stracie. Płaczę co kilka godzin i opukuje sobie emocje (taka technika, polecam)

Ale tak ma być. To był związek na czas określony - taki związek dwu dusz, które mialy się czegoś nauczyć. Taki kontrakt między nami - on będzie katem ja ofiarą. Albo czasem odwrotnie. Teraz - ja wybaczyłam tym radykalnym wybaczaniem. Ale nie, nie zapomniałam. Puściłam linę ale ułozyłam ją wokół swoich granic. Pilnuję ich. Chcę pilnować.

Wyszłam z tego schematu. Choć nie było tak łatwo. Nie jest łatwo. Jest cholernie cholernie trudno. Ale nie mam innego wyjścia.

 

 

 

niedziela, 01 stycznia 2017
koniec zniszczeń - przełom 2016/2017.

Dziś drugi dzień - nic się nie zniszczyło, nie stłukło, nie rozpadło...

Tak - a kilka dni wstecz - 22, 23,24 , 25, 26, 27, 28, 29 grudnia  - codziennie jakiś rozpad, zniszczenie.

Tak jakby wszystko chcialo mnie doprowadzić do decyzji -- o rozpadzie.

Jakby mi chciało pokazać - pamiętaj! masz to zrobić! pamiętaj!

 

Więc zrobiłam to. Postanowiłam wczoraj. Napisałam. W dzienniku. Napisałam pismo. Na komputerze. Już jest decyzja. Rozwodzę się.

I przestało się cokolwiek niszczyć. Od tego momentu.

 

O autorze