Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Pamiętnik | Tytułem wstępu
RSS
niedziela, 08 października 2017
Relacja z dziećmi to wyzwanie

Myślałam dziś też o dzieciach. Dużo. O swoich dwu chłopcach. I dużo o cudzych dzieciach. I pomyslałam -- o kiedyś było łatwiej. Ale nieprawda. Nie było. Byłam nauczycielem jeszcze za czasów "toksyczności" . Nie dawałam sobie rady. Dzieci wchodziły mi na głowę. Brak było integralności. Brak stawiania granic. Nie umiałam powiedzieć NIE. Nie umiałam krzyknąć. A było często trzeba..

Po terapii wszystko stało się jasne. Granice. Dyscyplina. Wiedzieć czego się chce i czego od nich chce. Nie do końca iść tylko za dzieckiem, które często jest zaburzone i zagubione.. Iść tak można heeeen, na manowce.. A potem , po terapii,  chłopcy z gimnazjum, chłopcy aspołeczni - kłaniali się na ulicy i pytali kiedy wrócę do szkoły..

Byłam w układzie toksycznym po raz pierwszy - dziecko urodziło się w takim układzie i nabyło cech dziecka bohatera, nadodpowiedzialnego, a jednoczesnie dziecka we mgle. Wyszłam z układu toksycznego, Zaczęłam szukać pomocy.

chodziłam po psychologach. PRzetestowałam mnóstwo propozycji psychologów, niań telewizyjnych i nietelewizyjnych. Naczytałam się dużo. Rb, PBP również.. Od czorta, I Juul, itd.. Niektóre koncepcje są wspaniałe, ale w sumie na dobrą sprawę całkiem nierealizowalne w sytuacji takiego dziecka i takiej problemowej rodziny. A inne koncepcje tak po prostu do mnie nie przystają.

nie wszystko do wszystkich musi. To by nawet było dziwne.

I myślałam sobie.. momentami .. ojej jaka ja jestem beznadziejna matka. Ale potem też -- ojej, że ja z tym wszystkim daję radę to sobie muszę pogratulować. I dalej do przodu. Po błędach, po porażkach, po sukcesach..

Właściwie w tym wszystkim co chwila co chwila refleksje, przykrajanie do siebie i do własnych dzieci.

Co chwila jakieś problemy. Co chwila wyzwania. Relacja owszem z dziećmi jest - ale trudna. One same są wyzwaniem. Ja jako matka jestem dla nich wyzwaniem. Trochę to jest takie pole boju, i pole nauki. Nie jest różowo. Choć często jest inspirująco i wesoło.

Bywa boleśnie. Relacja jest i bardzo intensywna i bardzo trudna. Zwłaszcza ze starszym dzieckiem które jest klasykiem -- dzieckiem z toksycznego związku. Jest jak skóra zdarta ze mnie, z tamtych lat.. Nerwowy, nadwrażliwiec, cholernie inteligentny, bardzo zamknięty w sobie. PErfekcjonista. Często kontrolujacy. Umiejętnie dążący do celu. Kreatywny.

Kiedyś zagubiony. Agresywny. Teraz pokazuje rogi, próbuje przeklinać, staje sie wyzywający. Czasem ta realacja się uspokaja, kochamy się nad życie. Jest do mnie niesamowicie przywiązany, niesamowicie zazdrosny o młodszego. relacja intensywna na śmierć i życie. A jednocześnie jest to pole boju. Nic mu nie trzeba tłumaczyć. Wszystko wczesniej wie, widzi, słyszy, nic nie ukryjesz. Choćbyś chciała. Wie za dużo, umie jakby za dużo. Power struggle. Chce rządzić. Czuje brak ojca. Masakrycznie czuje. A czy ja czuję? i jak!  Ja nie mogę i nie chcę być ojcem. Ale trochę jestem.. Czy to jest jakieś wytłumaczenie? usprawiedliwienie? Nie, inna dynamika. W domu jedyni mężczyźni to moi synowie. Nie moga mi wejść na głowę. Nie mogę im wszystkiego zawsze tłumaczyć. Pbp? Ok... Rb ? Do pewnego wieku. Kontinuum? prasłowiańszczyzna?  I to jak! prawdziwie pojęta. od 4 roku życia a właściwie i wczesniej jest samodzielność. JEst bawienie się dzieci samych, jest ich wzajemna opieka. Od 7 roku życia jest stawanie się mężczyzną... Nikt nikogo nie niańczy..

Dyscyplina. Kieszonkowe. Pomoc w domu... Nie że czekam tydzień , przewróciło się niech leży. Nie może lezeć. Ani on, ani drugi on, ani ja nie mogę leżęć. Pracuję. Samo się nie zrobi. Więc słowo MUSIEĆ jak najbardziej istnieje w naszym słowniku. Tak samo jak odpowiedzialność, samodzielność, obowiązek, pomoc, dyscyplina. Taka od Bruce Lee.. Sztuki walki. Praca. Wysiłek. Wzrost.

Kto sytuacji nigdy nie widział , nie zrozumie. Więc i niech nie ocenia.

 

 

22:26, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
My kobiety i Wy kobiety

Tak sobie myślę, bo dużo mam ostatnio refleksji, a od wczoraj - tysiąc..

Tak sobie myślę, jakie trudne jest kroczenie własną drogą. Prościej było być choć większym kosztem, współuzależnioną i nadkontrolującą. Prościej też osobowością zależną i zawsze szukać dyplomacji i rezygnować bardziej z siebie niż z kogoś..

A być sobą. Szukać właśnej drogi. Mówić co się myśli, w co się wierzy, iść pod prąð, zwłaszcza jak te poglądy są radykalne, i we wszystkim jakoś znajduję dziurę i żaden światopogląd nie pasuje mi w całości, bo wierze w swój.. Trudno.

I cholernie trudno też być matką. Macierzyństwo to wyzwanie. Trudniej jeszcze być matką dwojga. Jeszcze trudniej być matką dwojga dzieci samotną, po wielu rozpadach związkowych, w tym dwu istotnych rodzin, z których narodziły się dzieci.

A jeszcze mega trudniej znów być matka pracującą w domu , samotną , z dwojgiem dzieci, w sumie z ogromnymi problemami finansowymi, ale z pewnymi aspiracjami, która nie chce rezygnować ani z siebie ani z trudnej drogi edukowania dzieci po swojemu..

To jest po prostu mega mega trudne. Właściwie to to jest szaleństwo. Ale zdecydowałam sie na to. Nie ot tak. Po wielu przemyśleniach, po próbach, po negocjacjach ze sobą.. I cóż.

Jestem w tym.

Macierzyństwo takie nie ułatwia wielu rzeczy. W sumie można powiedzieć że praktycznie niemożliwe jest wyeliminowanie elementu ciągłego zmęczenia i stresu. Choć przynajmniej pasja jest i satysfakcja z tej drogi, podczas gdy poprzednia -- z dzieckiem w szkole i ja w szkole-pracy - równie trudna ale mniej satysfakcjonująca.. Ale, skromnym moim zdaniem i cytując Simona Parkesa, kobieta samotnie wychowująca dziecko jest już gwiazdą, jak jeszcze chce robić coś ponad to, realizować się, robić coś dla ludzi, z  czymś wychodzić do świata, to jest mega gwiazdą.

Ja się nie czuję gwiazdą. Ale..

W imieniu kobiet samotnych, z dziećmi, po trudnych związkach, które po prostu się wycofują,

nie mają czasu, wycofują sie ze społęczeństwa, chcą po prostu przeżyć .. żyją z dnia na dzień,

cierpią, chcę powiedzieć -- Matki z nierozbitych rodzin, Matki niepracujące -- to nie jest to samo -- My i Wy .

Nie żeby jakieś cierpiętnictwo. Jakieś podziały. Ale to po prostu nie jest to samo.

Po prostu jest TRUDNIEJ. I taka optyka być powinna jeśli ktoś już musi OCENIAĆ.

W drugim wpisie napiszę o co dokładnie mi chodzi - teraz tylko krótko -- tak tak, dotknęło mnie jak jedna z kobiet na grupie Edukacji Domowej powiedziała po moich długich tłumaczeniach w dobrej wierze naszego systemu kieszonkowego -- że to po prostu chodzi o to "by matka się mniej narobiła i miała więcej czasu dla siebie"... 

hmm... faktycznie. Właściwie to o to też chodzi.. Ale co własciwie jest w tym złego?

Czy nawet rodzic w rodzinie nierozbitej nie ma prawa ustalenia obowiazków dziecka po to by sam miał mniej pracy?

 

21:40, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 października 2017
jeszcze rok, jeszcze dwa

Ten wrzesień i październik straszliwie dają mi się we znaki. Obiecałam sobie, że będę pilnować swojej równowagi psychicznej i fizycznej, ale to taki okres przejściowy. Tym bardziej, że zdecydowałam się na zmianę zasad. Dla samej siebie, dla rodziny, nie możemy tak funkcjonować jak do tej pory. Nie zarabiam na siebie. Pozwalałam ludziom się oszukiwać i wykorzystywać. Ale to było moje przyzwolenie. Teraz powoli stawiam granice w biznesie i próbuję jak najjaśniej przekazać mój punkt widzenia. Wydaje mi się, że czasem nawet za dużo wysiłku wkładam w przekaz tego punktu widzenia... Bo niektórzy już po chwili rozumieją mnie, a inni.. nawet po długich wyjaśnieniach i wielu smsach po prostu nie. I oni odchodzą. Albo też po prostu jest nieporozumienie na linii.. Ktoś potraktował zbyt lekko to , co dla mnie było super istotne dla dalszej współpracy. Więc ta współpraca przestała istnieć...

Przychodzą nowi ludzie. Nie jest tak, że tkwię w martwym punkcie i w marazmie. Nie nie. Cudo. Ludzie przychodzą. Są nowe zajęcia.

 Choć oczywiście to pogłębia destabilizację i okres przejściowy. Dziecko małe nie jest też do nowych ludzi przyzwyczajone a oni do niego. I znów moja frustracja. Tym razem zdecydowałam również, że wezmę jednak nianię nie na jeden dzień ale na trzy. To straaaaszliwe obciążenie finansowe dla mnie, Tym bardziej że nie uwzględnione w kosztach na początku (ceny lekcji ustalone wedle pracy z dzieckiem czyli niskie.. )

Ale przecież.. nie będę ich zmieniać teraz :( gdy rok się już zaczął.. Mam więc takie poczucie że ten rok znów bedzie przejsciowy. znów wegetacja. Znów brak wakacji. I może uda się spłacić trochę długów ...

Nie wiem kiedy wyjdę na prostą. Może w kolejnym roku szkolnym.. 2018 /19 ?

Czasem myślę, jakie to wszystko jest trudne.. Od kiedy zaczęłam pracować po studiach w 1999r  zaczęła się .. harówka, ciężka harówka, i zawsze przemęczenie, przepracowanie, często pracoholizm, praca za marne pieniądze..Z momentami na szalone zakochania i wyjazdy zagraniczne

Teraz gdy już dużo wiem, przeszłam, mogłabym mieć dobre zycie ale są.. dzieci.. Wydatki, niania, znów jestem też skrajnie zmęczona fizycznie i psychicznie mimo że mam absolutny luksus pracy w domu. Uwielbiam pracować w domu. Każda praca poza - w tym roku dwa dni - to wieczorem dla mnie ból glowy..

Dzieci jednak dorosną. Za dwa lata dwulatek będzie czterolatkiem a to juz super samodzielnie dziecko w moich standardach samodzielnego wychowania :) będzie dobrze.

Przede mną dwa lata umacniania stabilizacji finansowej. Dochodzenia do równowagi psychicznej i fizycznej. Tylko wtedy będę normalnym pełnym człowiem. Teraz jestem trochę przejściowa niedorobiona a często jestem wrak zombie i karykatura człowieka. Gdy dziecko wymaga uwagi, a ja czuję że nie da się nie da się... Że mam ochotę wyrzucić go z domu... I zaciskam zęby a on ryczy.. Znacie to samotne mamy? Gdy chcesz spać za wszelką cenę bo budzisz się już z wczorajszym bólem głowy ... ale musisz wstać bo jak nie , to ono też nie wstanie i wtedy będzie mieć drzemkę o masakrycznej porze .. i wtedy będzie ci marudzić do północy .. i znów będziesz wrakiem człowieka, zero czasu dla siebie i bół głowy wieczorem w nocy i rano... Znacie to? Ale jakież wyjście?

Jeszcze rok. jeszcze dwa...

 

09:44, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 września 2017
Gdy wszystko jest takie trudne

Zapisz

21:22, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
Życie to szkoła

Ja jestem kobietą z ogromną ilością doświadczeń, dobrych i złych. Dużo złych, ale pouczających. Powala mnie nieustannie i podnoszę się, jak ta leszczyna Młynarskiego. Tyle że z zewnątrz, o ile ktoś nie zauważy otwartego serca, bo czegoś potrzebuje,

to widzi zapewne zarozumiałość albo zasadniczość, ( bo ja uważam, że nie można się głaskać jak chce się wyjsć z toksycznego ukłądu.. ) albo jest totalny brak zrozumienia moich celów życiowych.. I .. doświadczeń. Chciałam się z otwartości serca dzielić doświadczeniami, bo miałam przekonanie, że kobiety zwłaszcza - potrzebują tego.. Ale teraz już nie wiem. Powinnam zamknąć się, paszczękę i serce..

Nikt mnie nie słucha, bo to jest zapewne zbyt crazy - zbyt.. sama nie wiem.. Ale chciałam, żebyście uczestniczyli w tym procesie..

Jaki to proces? Hm... popatrzcie -- taka składanka wielu problemów : Samotne macierzyństwo. Toksyczne związki. Wielka pasja w pracy. Wielość zainteresowań. Rozwój duchowy. Edukacja alternatywna. Wychowanie alternatywne.

Proces wyglądał tak --- sześć lat temu - wyjśc z toksycznych związków. Leczyć siebie. Rozwijać się duchowo i swoje pasje. Oddać dzieci do opiekunki na 10h. Oddać do szkoły na 10h

Potem proces wyglądał tak -- dwa lata temu - żyć samotnie. utrzymać się z własnej pracy którą się kocha. Rozwijać się itd. Nie oddać dzieci do opiekunki. Nie oddać do szkoły..

Potem tak.. -- dzieci rosną. wciąż żyjemy samotnie. wciąż rozwój i pasje.. nie daje się robić wszystkiego bez opiekunki. na dobrą szkołe nadal nas nie stać finansowo, czasowo, logistycznie.

Czy to nie ciekawy proces? Proces wychodzenia od systemu, i uzależnienia, do niezależniości, ale i korzystania z pomocy na innych zasadach, od pozwalania na wykorzystywanie się, do stabilnego systemu emocjonalnego i finansowego.. Od górnolotnych pomysłów pomagania innym i tworzenia wspólnot pomocowych, do spadania na ziemię i realizacj faktu że .. ludzie mają to gdzieś..

od stresu -- bo uzależnienie od posady zewnętrznej, albo od kilku posad żeby zarobić marne grosze od 8 do 20.00 , i dzieci cały dzień poza domem, to stres jak cholera, i życie do bani --- do mniejszego stresu -- własny biznes w domu, dzieci w domu, ale samotność w tym zmaganiu, bo wszyscy pukają się w czoło, i nie chcą spróbować czy tak nie lepiej.. stres jest, ale przynajmniej perspektywa na slow life .. większa

Ale widać to zbyt szalone, albo ja jestem zbyt mało przekonująca w tym co opowiadam

Mam swoje wzloty i upadki, kolejna żarówka Edisona nie chce się zapalać, ale jakoś przybliża mnie do rozwiązania problemu,

Ci, na których najbardziej liczyłam w każdym sensie, biznesowym, emocjonalnym, przyjacielskim, wykruszają się, kręcą, odchodzą, ci, których nie brałam pod uwagę, są blisko.. surprise surprise.. Ech, życie.. A wiele wokół obietnic, i potakiwania głową, i pukania się w czoło za plecami.

Ale najbardziej trafia do mnie ostatni tekst Manly Halla, na którego ostatnio "mam fazę" :) życie do diaska NIE JEST PLACEM ZABAW, ŻYCIE JEST SZKOŁĄ. CHODZI O TO BY PRZEJŚĆ NA WYŻSZY POZIOM W KAŻDYM SENSIE, A NIE TYLKO SIĘ BAWIĆ, LUDZIE (nowy dom, nowy sprzęt, nowa fura... )

Taaaa... no more comments

 

 

 

 

09:39, uparcieiskrycie , Dziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
O autorze