Blog > Komentarze do wpisu
Relacja z dziećmi to wyzwanie

Myślałam dziś też o dzieciach. Dużo. O swoich dwu chłopcach. I dużo o cudzych dzieciach. I pomyslałam -- o kiedyś było łatwiej. Ale nieprawda. Nie było. Byłam nauczycielem jeszcze za czasów "toksyczności" . Nie dawałam sobie rady. Dzieci wchodziły mi na głowę. Brak było integralności. Brak stawiania granic. Nie umiałam powiedzieć NIE. Nie umiałam krzyknąć. A było często trzeba..

Po terapii wszystko stało się jasne. Granice. Dyscyplina. Wiedzieć czego się chce i czego od nich chce. Nie do końca iść tylko za dzieckiem, które często jest zaburzone i zagubione.. Iść tak można heeeen, na manowce.. A potem , po terapii,  chłopcy z gimnazjum, chłopcy aspołeczni - kłaniali się na ulicy i pytali kiedy wrócę do szkoły..

Byłam w układzie toksycznym po raz pierwszy - dziecko urodziło się w takim układzie i nabyło cech dziecka bohatera, nadodpowiedzialnego, a jednoczesnie dziecka we mgle. Wyszłam z układu toksycznego, Zaczęłam szukać pomocy.

chodziłam po psychologach. PRzetestowałam mnóstwo propozycji psychologów, niań telewizyjnych i nietelewizyjnych. Naczytałam się dużo. Rb, PBP również.. Od czorta, I Juul, itd.. Niektóre koncepcje są wspaniałe, ale w sumie na dobrą sprawę całkiem nierealizowalne w sytuacji takiego dziecka i takiej problemowej rodziny. A inne koncepcje tak po prostu do mnie nie przystają.

nie wszystko do wszystkich musi. To by nawet było dziwne.

I myślałam sobie.. momentami .. ojej jaka ja jestem beznadziejna matka. Ale potem też -- ojej, że ja z tym wszystkim daję radę to sobie muszę pogratulować. I dalej do przodu. Po błędach, po porażkach, po sukcesach..

Właściwie w tym wszystkim co chwila co chwila refleksje, przykrajanie do siebie i do własnych dzieci.

Co chwila jakieś problemy. Co chwila wyzwania. Relacja owszem z dziećmi jest - ale trudna. One same są wyzwaniem. Ja jako matka jestem dla nich wyzwaniem. Trochę to jest takie pole boju, i pole nauki. Nie jest różowo. Choć często jest inspirująco i wesoło.

Bywa boleśnie. Relacja jest i bardzo intensywna i bardzo trudna. Zwłaszcza ze starszym dzieckiem które jest klasykiem -- dzieckiem z toksycznego związku. Jest jak skóra zdarta ze mnie, z tamtych lat.. Nerwowy, nadwrażliwiec, cholernie inteligentny, bardzo zamknięty w sobie. PErfekcjonista. Często kontrolujacy. Umiejętnie dążący do celu. Kreatywny.

Kiedyś zagubiony. Agresywny. Teraz pokazuje rogi, próbuje przeklinać, staje sie wyzywający. Czasem ta realacja się uspokaja, kochamy się nad życie. Jest do mnie niesamowicie przywiązany, niesamowicie zazdrosny o młodszego. relacja intensywna na śmierć i życie. A jednocześnie jest to pole boju. Nic mu nie trzeba tłumaczyć. Wszystko wczesniej wie, widzi, słyszy, nic nie ukryjesz. Choćbyś chciała. Wie za dużo, umie jakby za dużo. Power struggle. Chce rządzić. Czuje brak ojca. Masakrycznie czuje. A czy ja czuję? i jak!  Ja nie mogę i nie chcę być ojcem. Ale trochę jestem.. Czy to jest jakieś wytłumaczenie? usprawiedliwienie? Nie, inna dynamika. W domu jedyni mężczyźni to moi synowie. Nie moga mi wejść na głowę. Nie mogę im wszystkiego zawsze tłumaczyć. Pbp? Ok... Rb ? Do pewnego wieku. Kontinuum? prasłowiańszczyzna?  I to jak! prawdziwie pojęta. od 4 roku życia a właściwie i wczesniej jest samodzielność. JEst bawienie się dzieci samych, jest ich wzajemna opieka. Od 7 roku życia jest stawanie się mężczyzną... Nikt nikogo nie niańczy..

Dyscyplina. Kieszonkowe. Pomoc w domu... Nie że czekam tydzień , przewróciło się niech leży. Nie może lezeć. Ani on, ani drugi on, ani ja nie mogę leżęć. Pracuję. Samo się nie zrobi. Więc słowo MUSIEĆ jak najbardziej istnieje w naszym słowniku. Tak samo jak odpowiedzialność, samodzielność, obowiązek, pomoc, dyscyplina. Taka od Bruce Lee.. Sztuki walki. Praca. Wysiłek. Wzrost.

Kto sytuacji nigdy nie widział , nie zrozumie. Więc i niech nie ocenia.

 

 

niedziela, 08 października 2017, uparcieiskrycie
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: