Blog > Komentarze do wpisu
My kobiety i Wy kobiety

Tak sobie myślę, bo dużo mam ostatnio refleksji, a od wczoraj - tysiąc..

Tak sobie myślę, jakie trudne jest kroczenie własną drogą. Prościej było być choć większym kosztem, współuzależnioną i nadkontrolującą. Prościej też osobowością zależną i zawsze szukać dyplomacji i rezygnować bardziej z siebie niż z kogoś..

A być sobą. Szukać właśnej drogi. Mówić co się myśli, w co się wierzy, iść pod prąð, zwłaszcza jak te poglądy są radykalne, i we wszystkim jakoś znajduję dziurę i żaden światopogląd nie pasuje mi w całości, bo wierze w swój.. Trudno.

I cholernie trudno też być matką. Macierzyństwo to wyzwanie. Trudniej jeszcze być matką dwojga. Jeszcze trudniej być matką dwojga dzieci samotną, po wielu rozpadach związkowych, w tym dwu istotnych rodzin, z których narodziły się dzieci.

A jeszcze mega trudniej znów być matka pracującą w domu , samotną , z dwojgiem dzieci, w sumie z ogromnymi problemami finansowymi, ale z pewnymi aspiracjami, która nie chce rezygnować ani z siebie ani z trudnej drogi edukowania dzieci po swojemu..

To jest po prostu mega mega trudne. Właściwie to to jest szaleństwo. Ale zdecydowałam sie na to. Nie ot tak. Po wielu przemyśleniach, po próbach, po negocjacjach ze sobą.. I cóż.

Jestem w tym.

Macierzyństwo takie nie ułatwia wielu rzeczy. W sumie można powiedzieć że praktycznie niemożliwe jest wyeliminowanie elementu ciągłego zmęczenia i stresu. Choć przynajmniej pasja jest i satysfakcja z tej drogi, podczas gdy poprzednia -- z dzieckiem w szkole i ja w szkole-pracy - równie trudna ale mniej satysfakcjonująca.. Ale, skromnym moim zdaniem i cytując Simona Parkesa, kobieta samotnie wychowująca dziecko jest już gwiazdą, jak jeszcze chce robić coś ponad to, realizować się, robić coś dla ludzi, z  czymś wychodzić do świata, to jest mega gwiazdą.

Ja się nie czuję gwiazdą. Ale..

W imieniu kobiet samotnych, z dziećmi, po trudnych związkach, które po prostu się wycofują,

nie mają czasu, wycofują sie ze społęczeństwa, chcą po prostu przeżyć .. żyją z dnia na dzień,

cierpią, chcę powiedzieć -- Matki z nierozbitych rodzin, Matki niepracujące -- to nie jest to samo -- My i Wy .

Nie żeby jakieś cierpiętnictwo. Jakieś podziały. Ale to po prostu nie jest to samo.

Po prostu jest TRUDNIEJ. I taka optyka być powinna jeśli ktoś już musi OCENIAĆ.

W drugim wpisie napiszę o co dokładnie mi chodzi - teraz tylko krótko -- tak tak, dotknęło mnie jak jedna z kobiet na grupie Edukacji Domowej powiedziała po moich długich tłumaczeniach w dobrej wierze naszego systemu kieszonkowego -- że to po prostu chodzi o to "by matka się mniej narobiła i miała więcej czasu dla siebie"... 

hmm... faktycznie. Właściwie to o to też chodzi.. Ale co własciwie jest w tym złego?

Czy nawet rodzic w rodzinie nierozbitej nie ma prawa ustalenia obowiazków dziecka po to by sam miał mniej pracy?

 

niedziela, 08 października 2017, uparcieiskrycie
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: