Blog > Komentarze do wpisu
Życie to szkoła

Ja jestem kobietą z ogromną ilością doświadczeń, dobrych i złych. Dużo złych, ale pouczających. Powala mnie nieustannie i podnoszę się, jak ta leszczyna Młynarskiego. Tyle że z zewnątrz, o ile ktoś nie zauważy otwartego serca, bo czegoś potrzebuje,

to widzi zapewne zarozumiałość albo zasadniczość, ( bo ja uważam, że nie można się głaskać jak chce się wyjsć z toksycznego ukłądu.. ) albo jest totalny brak zrozumienia moich celów życiowych.. I .. doświadczeń. Chciałam się z otwartości serca dzielić doświadczeniami, bo miałam przekonanie, że kobiety zwłaszcza - potrzebują tego.. Ale teraz już nie wiem. Powinnam zamknąć się, paszczękę i serce..

Nikt mnie nie słucha, bo to jest zapewne zbyt crazy - zbyt.. sama nie wiem.. Ale chciałam, żebyście uczestniczyli w tym procesie..

Jaki to proces? Hm... popatrzcie -- taka składanka wielu problemów : Samotne macierzyństwo. Toksyczne związki. Wielka pasja w pracy. Wielość zainteresowań. Rozwój duchowy. Edukacja alternatywna. Wychowanie alternatywne.

Proces wyglądał tak --- sześć lat temu - wyjśc z toksycznych związków. Leczyć siebie. Rozwijać się duchowo i swoje pasje. Oddać dzieci do opiekunki na 10h. Oddać do szkoły na 10h

Potem proces wyglądał tak -- dwa lata temu - żyć samotnie. utrzymać się z własnej pracy którą się kocha. Rozwijać się itd. Nie oddać dzieci do opiekunki. Nie oddać do szkoły..

Potem tak.. -- dzieci rosną. wciąż żyjemy samotnie. wciąż rozwój i pasje.. nie daje się robić wszystkiego bez opiekunki. na dobrą szkołe nadal nas nie stać finansowo, czasowo, logistycznie.

Czy to nie ciekawy proces? Proces wychodzenia od systemu, i uzależnienia, do niezależniości, ale i korzystania z pomocy na innych zasadach, od pozwalania na wykorzystywanie się, do stabilnego systemu emocjonalnego i finansowego.. Od górnolotnych pomysłów pomagania innym i tworzenia wspólnot pomocowych, do spadania na ziemię i realizacj faktu że .. ludzie mają to gdzieś..

od stresu -- bo uzależnienie od posady zewnętrznej, albo od kilku posad żeby zarobić marne grosze od 8 do 20.00 , i dzieci cały dzień poza domem, to stres jak cholera, i życie do bani --- do mniejszego stresu -- własny biznes w domu, dzieci w domu, ale samotność w tym zmaganiu, bo wszyscy pukają się w czoło, i nie chcą spróbować czy tak nie lepiej.. stres jest, ale przynajmniej perspektywa na slow life .. większa

Ale widać to zbyt szalone, albo ja jestem zbyt mało przekonująca w tym co opowiadam

Mam swoje wzloty i upadki, kolejna żarówka Edisona nie chce się zapalać, ale jakoś przybliża mnie do rozwiązania problemu,

Ci, na których najbardziej liczyłam w każdym sensie, biznesowym, emocjonalnym, przyjacielskim, wykruszają się, kręcą, odchodzą, ci, których nie brałam pod uwagę, są blisko.. surprise surprise.. Ech, życie.. A wiele wokół obietnic, i potakiwania głową, i pukania się w czoło za plecami.

Ale najbardziej trafia do mnie ostatni tekst Manly Halla, na którego ostatnio "mam fazę" :) życie do diaska NIE JEST PLACEM ZABAW, ŻYCIE JEST SZKOŁĄ. CHODZI O TO BY PRZEJŚĆ NA WYŻSZY POZIOM W KAŻDYM SENSIE, A NIE TYLKO SIĘ BAWIĆ, LUDZIE (nowy dom, nowy sprzęt, nowa fura... )

Taaaa... no more comments

 

 

 

 

czwartek, 28 września 2017, uparcieiskrycie
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: